cos
Reklama

Na bloga liczniki
10
May
40

  • … XD

  • Pan Rysownik

    Totalnie miałem bazę w krzakach, do dzisiaj wiem gdzie jest. No i patyk? Huh, my nasze bronie konstruowaliśmy i toczyliśmy prawdziwie epickie batalie z innymi bazami! Nie zapomnę Wam tego, “chłopaki-z-górek”!

  • Bonapart

    Hardkorowe podejście do tematu 😀

  • Ast.

    Ja miałam bazę w mirabelach, owoce się świetnie nadawały, jako amunicja. No i wszyscy z naszego podwórka byli fajni, a inni byli lamerscy i wołaliśmy za nimi, że śmierdzą.

  • au

    ha, patyki! dorośli mężczyźni strzelają się karabinami na kulki!

  • Ohashi

    Ja mialem w bazie stara kanape, bo ktos wyniosl na smietnik…

  • banan

    mirabelki totalnie! zwłaszcza wystrzeliwane z paletek do babingtona. prędkość i celność zabójcze, nie jedna szyba padła

  • Diego

    Dorośli, czy dzieci – paintball rules! 😀

  • Falk

    Phi, patyki… U nas się używało witek z wierzby płaczącej. Pociągnąć komuś po łapach albo pysku i nie ma czego zbierać ;-]

  • A mnie i bratu bazę ojciec zbudował na podwórku, z pustaków, płytek chodnikowych i starych blatów. Była ciasna, ale przyjemnie chłodziła latem. Krzakowe bazy są dla lamerów, o.

  • Vincent Mengele

    Ajjj było tak, kurwa jak to dawno było 😐

  • Iron

    O matko to były czasu, całe podwórko było na trzepaku albo na boisku szkolnym i nie trzeba było się z kimś umawiać przez gg tylko wołało się go przez okno.

  • Wiking

    Ojacie… My chodziliśmy do baz zawsze po szkole. 🙂
    ‘Bawili’ się z nami tylko koledzy i (o dziwo) koleżanki z naszej klasy, a jak inni przyszli to zbieraliśmy się w wszystkie ‘drużyny’ (o ile tak to można nazwać :P) i przeganialiśmy ich patykami, a jeśli były jakieś dziewczyny no to w ruch szły pająki czy inne robactwa 😀
    Fajnie by było jeszcze raz cofnąć się do czasów podstawówki 😉

  • A u nas był i bez na stadionie, i mirabelki w szkole, a w parku – jabłonie, po których wszyscy łaziliśmy “bez zabezpieczenia” – i jakoś nikt nie zleciał. Mirabelki i rajskie jabłuszka były bronią dalekiego zasięgu, w zwarciu wystarczały tylko łapy i paznokcie (do dziś pamiętam, jak mi ówczesna moja przyjaciółka wyrwała garść włosów z samego czubka głowy).
    Ale i siadywało się na kocyku w cieniu na podwórku albo latało “na górkę”.

    Nikt nie miał telefonu komórkowego, bo ich jeszcze w naszym Kraju Nad Wisłą nie było. Jak się coś chciało, to się darło z dołu na ósme piętro “Maaaaaaamaaaaa!!!” – a jak rodzice coś chcieli, to się darli z ósmego piętra. Z resztą pora powrotów do domu była również ustalona – “jak się zacznie ściemniać”. Nikt nie czynił nam wyrzutów za podarte spodnie czy rozdartą skórę. Kulka lodów kosztowała 4 000 zł (potem 40 gr), a kostka Hubby Bubby 2 000… I pani w warzywniaku kroiła ją na pół, bo mieliśmy za małe mordki na całą…
    Byliśmy zdrowi, opaleni, wywrzeszczani i wylatani na dworze, a, co najważniejsze, używając krzaków, mirabelek, kamyków, piasku, patyków, kwiatków – MIELIŚMY WYOBRAŹNIĘ!

  • Sara

    “na miłość boską!!” umarłam xD xD

  • O Bożu, jak wtedy było fajnie… Murowanie na podwórku za pomocą błota, robienie rzek za pomocą podkradzionej z domu wody w wiaderkach, budowanie baz, domków na drzewie niczym z amerykańskim filmów familijnych (nigdy nam nie udało się zrobić “solidnego domku”, ale mieliśmy kilka desek na gałęziach, i folię malarską jako dach…), lub zabawa “figurkami” (figurki! lalki miały baby! :D) batmanów, supermanów, postaci z Dragon Balla na “górce” czy “piaskach”… Żużel w okół puszczonego otwartego basenu… Słodkie niczym “gumy kulki” wspomnienia… Ja żądam syna! Znowu bym się pobawił 🙂

  • Jakież to prawdziwe:P Dobrze, że ie pokazał mu “palanta” wtedy byłoby gorzej 😛

  • yustus

    Taaa…
    Wspomnień czar 🙂
    My mieliśmy bazę w krzaku GŁOGU (Ha! nikt z Was wyżej nie miał bazy w głogu 😛 ) na PGRowskim polu. Świetne miejsce do obserwowania pracujących kombajnów. I te emocje podczas ucieczki jak już nas tam wypatrzyli 🙂
    A z figurek to mieliśmy ołowianych/plastikowych żołnierzy. O dragon ball za moich czasów nikt nie słyszał – królowali 4 pancerni, krzyżacy a potem gwiezdne wojny i hobbici. Dzięki za uruchomienie “wehikułu czasu” :]

  • yustus

    I właśnie mnie olśniło – wszyscy mieli samochody z gumy TURBO 😛

  • Kundek

    Dzieciństwo mi się przypomniało i się popłakałem. Dzięki wielkie, tyle fajnych wspomnień 🙂

  • *trzaski w domofonie*
    – Dzień dobry, czy Julita może wyjść?

    I tak się zastanawiam, jakim cudem nie nudziło nam się jeżdżenie po podwórku w kółko, na swoich składakach od ósmej rano do dwudziestej.

    Albo zastanawiam się też dlaczego, kiedy bawiliśmy się w Czterech Pancernych to ja zawsze byłam psem.

  • Madak

    Ja pamiętam, że mieliśmy stary, spalony wrak autobusu na podwórku i toczyliśmy epickie batalie o jego zdobycie. Patyko-miecze i łuki ze strzałami, które ledwo co lataały było naszą podstawową bronią. Eh te czasy …

  • CZECH

    Analogowy patyk i własnoręczne grzmocenie się ze znajomymi / rodzeństwem! Czy my już tacy starzy?

  • Valentine

    Obrazki jak ilustracja do “Lugoli” Pustek…
    http://www.youtube.com/watch?v=_NsE9bmDEb4

    moja “baza” była pod schodami przedszkola, po drzewach też chodziłam (bliznę na ramieniu mam i będę miała do końca życia 😉 – moje córki chciałabym nauczyć takich klimatów, ale bez ajpodów i in. się z pewnością nie obejdzie :/ choć – może i dobrze…?

  • Kaczor

    Ha!
    Ja nie miałem bazy na codzień, ale nadrabiałem w wakacje na mazurach w domku wujka. Z miejscowymi chłopakami mieliśmy siedliszcza w lesie, zbudowane z gałęzi i prawdziwych wojskowych siatek maskujących. Mieliśmy to szczęście, że starszy brat jednego z nas (wówczas nastolatek) pomagał nam budować bazę i kompletować arsenał. Za broń służyły owoce dzikiej róży miotane za pomocą patyków, łuki (do dziś pamiętam jedną ze strzał, która jako grot nasadzony miała stary bezpiecznik) a nawet prawdziwą katapultę! Strzelała marnie bo marnie, ale była tam, dobrze zamaskowana, z zapasem amunicji.
    I bitwy były, i pułapki i alarmy zrobione ze sznurka i starej puszki, i zakradanie się wieczorami do wrogiej bazy. I wojna manewrowa na rowerach (czołgach) i wycinanie sobie różnych świństw jak np. smarowanie siodełka od roweru mazią z zapomnianych, zgniłych już robaków które kiedyś komuś miały służyć do robienia ryb. Cuchnęło potwornie.
    Ech, to były czasy. I nie ma bata, ale ja swojemu dziecku na wakcję będę zabierał laptopa, iPoda i komórkę (też, a jak, niech się uczy samodzielności) i wyjeżdżał z nim na jakieś malownicze zadupie. Niech rozwija sobie wyobraźnię.

  • Dekoder

    Oh, tak, tak. Strasznie mi brakuje tych starych zabaw, tego, jak to wszystko kiedyś wyglądało.
    Ja wraz ze swoją paczką miałam mnóstwo kryjówek, nadal istnieją, ale mało kto się teraz bawi w krzakach. Kiedyś znosiliśmy tam rzeczy ze śmietnika. Jakieś kanapy i szafki. Mówiliśmy, że to dla bezdomnych, żeby im niby było wygodniej.
    Łaziło się po drzewach, przechodziło przez płoty drąc przy tym bluzki, włamywało się do przedszkola. Huśtanie się na gałęziach wierzb, ganianie cały dzień po podwórku, robienie restauracji w piaskownicy. Kurcze, to było fajne. Dzwoniło się domofonem, albo krzyczało przez okna i już po pięciu minutach byliśmy razem, i było super. Albo bazy ze śniegu, pilnowanie ich i spuszczanie łomotu dzieciakom, które ją popsuły. I zwykłe lepienie bałwanów, bitwy na śnieżki i jazda na sankach bądź czymś, co je udaje. Jak tak sobie wspominam (w sumie, aż tak dawno to nie było), to sądzę, że to było po prostu, za przeproszeniem zajebiste. Zdaję sobie sprawę z tego, jak udane to było i jak świetnie się kiedyś bawiłam, jak proste było znalezienie sobie zabawy.
    Teraz to wszystko powyrastało, pozmieniało się i już tego nie ma.

  • k0k0z

    Boskie, true i wogole 😛 zarcie piachu i ganianie usyfionym po osiedlu przez 12h rzadzilo 😛

    Moja baza byla pod balkonami na blokach oslonieta kartonowymi pudlami po lodowkach itp 😀

  • Gruby Tom

    A ja bym chciał, żeby chociaż raz bohaterowie byli grubi. Ja miałem bazę przy lodówce. Działającej. W domu…

  • Sasskhaya

    Nie martw się Gruby Tomie – w realu jesteśmy grubi. Np Marcin ma taki malowniczy brzuszek, że nic tylko głaskać i czułym głosem pytać “no kiedy je wreszcie urodzisz?” albo “to jak je nazwiemy?”.

  • MOTU

    A gdzie są cycki?!

  • Taiga

    Świetnie rysujesz kobieto ślimak! ^_^ Jesteś naj naj naj naj naj naj naj naj naj naj naj naj naj naj naj naj naj naj naj naj lepsza!!!!!!!!!!!!! :3 ^_^ <3

  • kromek
  • Mariusz

    Przez Ciebie teraz chcę koszulkę z napisem “Wszystko zostało już zjebane”. 🙁

  • Landbark

    Już słowa na miłość boską wskazują na kalekie wychowanie, to dziecko już jest stracone.

  • au

    ech, komórki.jak ja byłem mały to jeszcze nawet domofonów nie było. ale na moim osiedlu nadal są oldskulowcy co potrafią stac pod oknemi drzeć ryja do kolegi. albo może to jacyś geje romantyczni. łysi tacy, w luźnych ciuchach. geje, jak nic.

  • Trivia

    Rocznik ’91, ale też były fajne zabawy. Miałam podstawówkę obok Parku Saskiego w W-wie i po szkole wychodziło się na szaleństwa. Rolki, rowery, łażenie po drzewach… Wszystkie starsze babcie się darły że to pomniki przyrody są i poniszczymy xD Pamiętam jak się bawiliśmy we Władcę Pierścieni, wszystkie chłopaki chcieli być Legolasem albo Aragornem, nigdy Boromirem. Albo jak ustalaliśmy własne zasady do Quddicza. To była zabawa

  • jeme

    sie zgadza, tylko za moich czasów nie było transformersów

    a mirabelki – zwłaszcza zielone – świetnie nadają się do ‘spluwy’. dobry kawał plastikowej rurki np. z rączki od łopatki czy grabek i blok da się przestrzelić 😀

  • Super wpis. Gratulacje dla autora ;D. Podrzucę linka do tej stronki znajomym, dam głowę, że też powinni ją docenić. Miejmy nadzieję, że takie strony nadal będą prosperowały w polskim internecie pomimo zgodzenia się na ACTA przez Polskę. Myślę, że będę wpadać tu w przyszłości.

    Pozdrawiam – Krzyś Kowalski

  • kadez

    Ja miałem czołg z kartonu a zamiast patyka, rurkę z jarzębiną, do strzelania na odległość ^ ^

  • Good write-up. I definitely love this website. Stick with it!

    My web-site :: causing infection (Jett)