cos
Reklama

Na bloga liczniki
24
Mar
41

Pyrkon to było najekstremalniejsze przeżycie ever. Tyle ludzi, tak wiele osób podeszło do mnie, więcej niż byłabym w stanie zliczyć, z dobrym słowem, po podpisy, po komiksy, żeby cykać mi foty (turpisty wy ;p!) i w ogóle. Aż miałam coś na kształt poczucia własnej wartości przez jakiś czas 😛 Ktoś określił mnie nawet jako „głos pokolenia”. Czekam aż się wyśpię, żeby przetrawić tę myśl, ale jeśli jest w niej choć trochę prawdy to to pokolenie ma przerąbane 😛

Doświadczyłam na imprezie też jednak niesamowitej zwiechy intelektualnej – niewyspanie, jakiśtam stres + bycie gościem i pracownikiem wystawców jednocześnie. Esktremalny sport. Po swojej prelekcji miałam mieć autografy i nie wiedziałam gdzie, w informatorze znalazłam, że piętro 3 – a to było duże piętro xD Wreszcie ktoś podszedł i mówi, że gdzieś tam jest kolejka do mnie – ekstra, zaprowadził mnie, podpisałam co miałam do podpisania, uznałam, że już nikogo nie ma i pewnie nie będzie, zostawiłam na stole kartkę gdzie jestem na wszelki wypadek i poszłam powrotem na stoisko po tych kilkunastu minutach ;p Tak więc jeśli ktoś mnie po tej 18.00 szukał i nie znalazł – przepraszam szczerze i biję się w cyc, starałam się być znajdowalna i tak wiele osób w ogóle do mnie podeszło, że w ogóle nie podejrzewałam, że mógłby być ktoś jeszcze.

Z innych radosnych wieści: odkryłam, że mój mózg ma tryb wygaszacza ekranu (muszę o tym komiks zrobić), dostałam jakieś jedzenie (w tym: mango, odgrzaną zapiekankę z Tesco, 7daysa, czekoladę z M&Msami, dżem truskawkowy i McSyfa), NAPRAWDĘ mało spałam, poznałam fajnych ludzi i spotkałam kilku starych znajomych, narysowałam mnóstwo ślimaków, pomazałam sobie ulubione spodnie markerem, wydębiłam od pracodawców pierścionek z alienem i nie poszłam z nikim na piwo, bo byłam zbyt zmęczona i zbyt niezmotoryzowana :< Biedaaa.

W każdym razie póki co wygląda na to, że póki nie wywalą mnie z roboty będę jeździć na wszystkie większe polskie konwenty (wee) żeby ciężko pracować na stoiskach (buuu). Ale BĘDĘ!

W każdym razie podsumowując mimo mojego zmęczenia i zwiechy było fantastycznie, dziękuję każdemu kto podszedł do mnie i okazał wsparcie werbalne / spożywcze / finansowe 😉 i oczywiście organizatorom za zaproszenie. U were osom.

To napisała ja,

Ślimok.