cos
Reklama

Na bloga liczniki
15
Jul
15

Dziś zgodnie z zapowiedzią będzie wpis o Animatsuri.

W związku z powyższym chętnie wzorem Kominka zatytułowałabym wpis „DHL, ty kurwo”. Poprosiłam bowiem podwykonawcę, aby wysłał mi trochę kubków i inszych cudów wianków na adres konwentu  żebym nie musiała tego dźwigać w drodze autobusem (są bowiem mniej masochistyczne sposoby na popełnienie samobójstwa niż to). Paczka była zaadresowana na nazwisko jednego z głównych organizatorów konwentu i adres szkoły. Elegancko numer komórki podany i wszystko.

W dniu imprezy wchodzę sobie na tracking DHL i patrzę, że paczka odebrana, ale przez kogoś o zupełnie innym nazwisku niż odbiorca. Dzwonię do organizatora – nic nie wie. Zlecił poszukiwanie mojej paczki, ale bez efektów.

Gdy przyjechałam na miejsce konwentu zaczęłam więc własne śledztwo. Konkretniej było to bieganie z jednym z organizatorów po całej szkole, przeszukiwanie org roomów, informacji, wszelkich miejsc, gdzie paczka prawdopodobnie mogła być. A nawet tych, gdzie prawdopodobnie jej nigdy nie było lub nie miało prawa być, na wszelki wypadek. Szukaliśmy także osoby, która w systemie DHL była wpisana jako ta, która odebrała paczkę. Nikt, ale to NIKT o niej nie słyszał – ani ochroniarze, ani organizatorzy, ani medycy, ani nawet pracownicy szkoły. Nikt. Pewnie do końca mych dni się nie dowiem kto to odebrał. Zaczęłam nawet wyobrażać sobie, że kurier podjechał pod szkołę i dał paczkę jakiejś przypadkowej osobie z kolejki do akredytacji…

W trakcie biegania po szkole zobaczyłam na jakiś drzwiach napis „klub detektywa” czy coś w tym stylu. I myślę sobie „wy n00by, detektywa to ja mam tu i teraz, real life śledztwo”.

W końcu wymyśliłam, że może jak ktoś to odebrał to zaniósł do sekretariatu. Sekretariat zamknięty. Szukamy ciecia z kluczem. Cieć się znajduje. Klucz też. Sekretariat otwarty, paczka jest. Następuje wielce romantyczne rzucenie się na szyję cieciowi z płaczem. Cieć reaguje entuzjastycznie.

I wszystko dobrze się kończy. Poza tym, że jestem wykończona nerwowo, fizycznie i psychicznie znaczy się 😛

Jak byłam mała zawsze powtarzałam, że manie firmy jest nie na moje nerwy. Miałam rację.

W każdym razie organizatorów za to wszystko nie winię, zrobili dla mnie co mogli. Winię kuriera, który mając odbiorcę czarno na białym elegancko na paczce wręcza ją jakiemuś Bógwiekomu. Trochę taki poziom jakbym zaadresowała coś do dyrektora firmy, a przesyłkę otrzymała dajmy na to woźna, która rzuciła ją gdzie uważała za stosowne.

Niby dość logiczne było z tym sekretariatem, ale nie był on włączony w teren konwentu, więc nie brałam go pod uwagę.

W każdym razie cała ta akcja zniszczyła w moich oczach wizerunek DHL jako firmy cnotliwej, co do tej pory mnie nie zawiodła. Foch, DHLu, foch z przytupem i płakaniem w poduszkę.

Poza tym przypadkiem mogę jeszcze pomarudzić jedynie na lokalizację konwentu – czemu był gdzie indziej niż zwykle i czemu na krawędzi mapy? Coś słyszałam jakieś tłumaczenia, że ten budynek miał szansę pomieścić więcej ludzi czy coś takiego, ale to jest wymówka, bo prawda jest taka, że była to ewidentnie złośliwość wymierzona we mnie :P! (Podobnie jak ceny biletów ZTM, jakość polskich dróg, sytuacja geopolityczna Polski i tryliony innych rzeczy. Wszystko to są złośliwości specjalnie z myślą o mnie powiadam Wam.)

Potem już było tylko siedzenie ze stoiskiem i prelekcja. W pierwszym wypadku po raz kolejny pomogła mi firma Firebird, za co bardzo dziękuję 🙂 Poza tym bardzo pomogli Cat (także towarzysząca mi w paczkowym śledztwie) i Kiciputek z Danielem. Umarłabym bez Was tragicznie. Dziękuję. No i oczywiście ekipie Animatsuri za zaproszenie też dziękuję 🙂

Dziękuję też wszystkim, którzy przyszli na prelekcję jako publiczność – zawsze wzrusza mnie zaufanie, że powiem może niechcący coś mądrego i zawsze mam nadzieję, że się za mocno nie zawiedliście w tym oczekiwaniu 😉

Z innych niezwykłych wrażeń – no kurde wszędzie mangowcy. Wszędzie. Ludzie spali gdzie mogli, więc też leżeli w różnych losowych miejscach. Podczas śledztwa paczkowego mieliśmy więc takie dyscypliny sportowe jak: skok przez mangowca, wdzięczne potknięcie się o mangowca czy slalom wśród mangowców. Hardkorowe doznanie 😉

Wybaczcie chaotyczność wpisu, ale tak dawno nic zwyczajnie nie pisałam, że wyszłam z wprawy i nie umiem już w logikę wypowiedzi.

To by było na tyle na dziś. Jeszcze odcinek trza narysować joł 😉

Ślimok