cos
Reklama

Na bloga liczniki
29
Dec
0

Podsumowanie 2015

Naszło mnie jakieś podsumowanie roku uczynić, bo w sumie to jest taki czas na to i czuję w tym swego rodzaju tradycję, tak więc lecę z tym koksem.

Niecały rok temu uczyniłam notkę z planami na 2015 i zapowiedzią, że pod koniec, czyli teraz, sobie na nią spojrzę, tak więc paczę.

Korpo Tale udało się zrobić, choć było zylion razy trudniej i dłużej niż planowaliśmy. Sprawdziła się tutaj prawda o game designie, że pierwsze 90% gry jest dużo łatwiej zrobić niż drugie 90%. Nadal pracujemy nad tym, żeby w końcu było na Steam, ale mega powoli to wychodzi przez przygniecenie tematami. Póki co będzie można je kupić tutaj jakby ktoś chciał (opcja kupna pewnie pojawi się po Sylwestrze, jak się Gindie ogarnie).

RPG Kotki – udało się zrobić crowdfunding 😀 Przez to jak bardzo opóźniło się Korpo przesunęły się też kocury. Na 2016. Teraz zrobiliśmy sobie wszyscy od nich przerwę świąteczną, od stycznia trzaskamy jak dzicy. A o kocią karciankę nawet Darkena nie zagaduję, taki zadział się tu ogólnie burdel na kółkach, że aż mi żal o to pytać.

Kawaii Scotland doczekało się fanpejdża, Dranka czasami wrzuca tam przecudnej urody arty. Manga jest narysowana w jakiś 25%. Może nawet będzie gotowa w 2016?

Albumy co chciałam zrobić to nawet za bardzo nie tknęłam z tego wszystkiego. Mortal Dating 2 też nie tknięty :< Zrobiłam jeno Kartki z datami i ścienny kalendarz z Kiciputkiem. Oba podobno wyszły ładnie, nawet nie widziałam jeszcze, taka sytuacja :<

Poza tym, z fajnych rzeczy w 2015, to odkryłam na nowo po latach szycie i szydełkowanie (tu przypominam o aukcji króliczych pudełek na WOŚP). Bardzo mi to koi psychikę. Ukojenie psychicznie też nastąpiło gdy wyjechałam do lasu, gdzie odcięłam się od internetów, dzięki czemu jakoś spontanicznie wymedytowałam rozmaite prawdy o sobie, kosmosie, twórczości, wieczności i inszych cudach niewidach. Ogólnie wiele ogarnięcia spłynęło na mnie niczym dyniowe latte na spragnione gardło hipstera.

Podsumowując 2015 więc – mogłoby być lepiej, ale i tak całkiem przyzwoicie.

A co na rok 2016?

Oesu miljonspraw, wymienię jeno najważniejsze, co się do nich jaram na ten moment.

– RPG kotki trzeba zrobić.

– Poza tym dwie małe gierki mi się marzą, jedna jest visual novelą, druga beat em up.

– Chcę dokończyć zeszyt komiksowy Kapitan Szyszko. Jest gotowy w jakichś 80% i nieskrępowanie głupi. Jestem bardzo ciekawa jak zostanie przyjęty przez czytelników. Pewnie jakoś głupio 😛 Jeśli się spodoba to pewnie narysuję kolejne części. Fajnie się te klucholudy rysuje.

– Odpicuję profil na patronite jakimiś fajnymi opcjami.

– Może byśmy zrobili z Marcinem ten jego jutub z fanfikami, ale nie umiemy w filmy :< Może się Adrian naumie w filmy i da się wykorzystywać do obróbki czy coś.

– Kalendarz na 2017. Nie wiem jak będzie wyglądać i czy nadal się będzie nazywać „kartki z datami”, myślę zmienić formę i w ogóle szyszko.

– Jak starczy czasu, to porobię jakieś stare rzeczy co mam pootwierane, zaplanowane i tak dalej, ale pewnie nie starczy, w związku z czym rok 2016 ogłaszam rokiem Kapitana Cienszko, który doczekał się redesignu i jest teraz męski w sposób ostateczny.

cienszko

Rozkminy.

Rozkmina była na przykład taka, żeby się skupiać na dokańczaniu rzeczy. Niby kurde logiczne – zacząć rzeczy, dokończyć rzeczy. Niestety zaczynanie projektów to pasja i potrzeba serca, a dokańczanie to potrzeba umysłu i ogólne – MEH. W każdym razie starałam się cisnąć finalizowanie projektów, odkładać jedne na rzecz drugich. Finał tej imprezy taki, że prawie rok nie tknęłam np. pisania książki. A przecież lubię moja książkę, toć to niedopuszczalne tak jej nie ruszać, no. Zupełnie więc nie wiem jaką taktykę postępowania tu przyjąć i jest to na tę chwile poważny problem egzystencjalny dla mnie.

Tak więc czy dalej cisnąć fokus na dokańczanie projektów? Czy nakurwiać z poczeby serca co się tam sercu uwidzi i się pogodzić z rozgrzebaniem miliona tytułów? Czy rozpisać sobie jakiś kurde plan – x godzin pisać, x rysować tamto, x rysować siamto, a potem miauczeć, że się zmuszam do rysowania tamtego jak mam wenę na trochę siamtego?

Jeśli myślisz sobie teraz coś w stylu “Ilono, a czy myślałaś jak wyglądałoby twoje życie, gdybyś miała prawdziwe problemy?” – tak, kiedyś miałam, it was awful. Zawsze jestem dumna z takich problemów jak ten, o takie problemy walczyłam. I o dylematy typu “czy kupić metr bawełny czy od razu dwa?” (W końcu zdecydowałam, że kupię dwa, go big or go home. Mam marzenie jakieś poduszki z porysowanego przeze mnie materiału robić, choć nie mam maszyny do szycia, ani pojęcia o maszynach do szycia, ani o rysowaniu po materiale, właściwie mało o czym mam pojęcie, ale nie pozwalam by takie detale mnie powstrzymały.)

No i to by było na tyle. Szczęśliwego nowego roku i tak dalej.

– Ślimak

profilo