cos
Reklama

Na bloga liczniki
22
Aug
55

Miałam okazję ostatnio prowadzić wiele dyskusji teologicznych i jakoś mi się zebrało na wpis na ten temat. Religia, proszę państwa.

Jak potężny procent niemowląt z mojego rocznika zostałam ochrzczona, jak to raczył określać mój ojciec „poszliśmy wygonić z ciebie diabła”. Wyszło to wyganianie chyba średnio, bo kiedy podrosłam to na mszach nudziłam się jak mops. To musiała być sprawka diabła, w końcu jak powszechnie wiadomo nieumiejętność wysiedzenia w kościele to jego sprawka.

Chyba jednak w dzieciństwie coś tam wierzyłam. Jednym z moich najwcześniejszych wspomnień z tamtych lat (mówimy tu może o piątym roku życia) jest msza, z której wyniosłam przesłanie „nie grzesz, bo pójdziesz do piekła”. Ok, spoko, przemówiła do mnie ta wizja i postanowiłam, że będę bardzo, ale to bardzo grzeczna. I przysięgam Wam, byłam! Przez cały tydzień starałam się niesamowicie. Sprzątałam zabawki, wpierdalałam warzywa, full opcja. Z duszą na ramieniu, pełna optymizmu po tak niesamowitym tygodniu grzeczności, poszłam na kolejną mszę. Czego się tam dowiedziałam? Że cały mój wysiłek był o kant dupy potłuc, bo jestem człowiekiem = jestem grzeszna, nawet jak nie wiem, że grzeszę to i tak grzeszę i mam przepraszać, bo grzeszę, nawet jak szczerze nie wiem za co. Nie umiem wyjaśnić słowami, jak bardzo poczułam się oszukana, zdemotywowana i tak dalej. Obraziłam się na całą tę instytucję.

Pamiętam też, że nie mogłam pojąć, że ksiądz mówi mi jak to raduje się, że Jezus zmartwychwstał takim tonem, jakby zaraz miał umrzeć z głodu. Bywałam w wielu kościołach, na wielu mszach i nigdy te zapewnienia o radości nie brzmiały jakoś specjalnie radośnie. Jakby mi kto do mnie takim tonem mówił, że np. cieszy się, że mnie widzi, to bym chyba fochnęła i poszła uznając jego wypowiedź za sarkazm. Jaki szok przeżyłam, gdy po raz pierwszy usłyszałam gospel! Ci ludzie naprawdę się cieszyli, tańczyli, full entuzjazm. Szok kulturowy 100%. Kolejny szok kulturowy 100% gdy na jakimś forum jakiś katolik potępiał gospel, bo jak to tak, takie harce w kościele, w domu bożym…

Inna sprawa: pierwsza komunia. Mając te osiem lat nie byłam jakoś specjalnie wierząca. Miałam problem, bo ksiądz z ambony mi opowiada, że ja różne rzeczy myślę, czuję i wyznaję, ale we mnie nic z tego nie było. No ale wiadomo, „nie pyskuj, wpierdalaj kaszkę i chodź do kościoła, po prostu ci się nie chce do kościoła chodzić”. I klep wyuczone na pamięć modlitwy bez żadnej refleksji nad ich treścią („…trzeciego dnia zmartwychwstał” na przykład – dopiero niedawno ktoś mi sprzedał wiedzę co Jezus robił przez te trzy dni! Przez całe moje życie chodzenia na religię jakoś nikt o wyjaśnienie tego „detalu” się nie pofatygował). Tak więc w sumie przyjęłam komunię bez wiary w Jezusa – czy to nie jest przypadkiem grzech śmiertelny, a w każdym razie dość poważny? Jeśli tak, to jak to można odkręcić i kogo mogę pozwać za perspektywę wiecznego potępienia…? Bo może ja się teraz nawracam i mam z tym problem duchowy?

Znajomy na ten dylemat pośpieszył mi z wyjaśnieniem, że nie ma żadnego problemu, bo bodajże wg Świętego Augustyna mam duszę śmiertelną, jednorazową, duszę psa niemal, bo przecież jestem kobietą, więc wszystko w porządku 😉

  • Szmigielek dizajnerek

    Enjoy your atheism – dark side is fun. Oh, and they have cookies!

  • Ktosios

    Mam podobne rozkminy na temat wiary itp rzeczy. Moge sie wyslowic tylko na temat katolickiej, bo tylko ja wystarczajaco przeanalizowalem.
    Tyle, ze mnie to jakos nigdy nie krecilo. Chodzilem bo mi kazali pod roznymi srodkami przekonywania. Hah… nawet wierzylem czasami… Ale jakos rok temu niecaly “przez przypadek” (podczas kolejnej nudnej mszy gdy odplywalem w otlan rozmyslan) zarzadzilem sobie stworzenia sensu wszytkiego co robie, a propos kosciola itp. Oczywiscie sypnelo errorami bo zadna proba sie nie powiodla.
    Najciekawszy po tym wszystkim byl widok tych wszystkich ludzi zgromadzonych w kosciele, to co robilem wczesniej a propo kosciola itp. Chcialo mi sie smiac i palkac normalnie.
    Wykorzystujac inkluzje manipulacji ludzmi, przekonalem ojca i matke swoja, ze nie zaciagna mnie juz do tego czegos.
    A i mam teraz niemal 17 lat.
    Lecz niedawno wykonujac mala analize stosunku nieukladania sie zwiazkow malzenskich, a niechodzeniem do kosciola, doszedlem do zleznosci takowej, ze te ktore chodza (jako rodzina, razem) do tegoz przybytku, dluzej sie utrzymuja razem i wystepuje mniej roznych dewiacji. Ale dotyczy to tylko ludziow poddanych indoktrynacji. Nie posiadam wystarczajacej ilosci info na temat malzow ateistow (no wez tu gdzies znajdz malej miejscowosci)

    Sorria za taka slownie i skladnie, ale o tej godzinie translatory na ludzki sie mi scinaja.
    Podsumowywijac: jestem ateista, niewstydze sie tego (ze tak uzyje popularnego stwierdzenia), a indoktrynacja dzieci jest zla. Jest taka fajna ksiazka na ten temat “Bog urojony”

    Iiiii… Pierwszy?

  • Sasskhaya

    No wiadomo, jak źle się w małżeństwie katolickim dzieje to i tak chcą “nieść swój krzyż” i trwają w złym małżeństwie, a ateistom jak jest źle w małżeństwie to się rozwodzą. Oczywiście obie grupy w tych zachowaniach popadają w skrajności, niestety.

  • kanabla

    polski slimok o kosmicznym dzieciatku jezus – powaznie

    srsly?

    nastepny odcinek poprosze o kwestii nadawania niewolnicy isaury ze slaskim dubem

  • Sasskhaya

    A czemu nie? Religia to zainteresowanie jak każde inne 😉

  • kanabla

  • Isi

    Religie mówią nam, że mamy wolną wolę. Wolna wola oznacza np. że możemy popełnić samobójstwo. Tylko do cholery jak popełnić samobójstwo duszy, ja się pytam, skro toto nieśmiertelne jest? Jak trafię do nieba czy piekła, to składam reklamacje i proszę o powrót do “stanu zen” kiedy nie było mnie jeszcze na tym świecie – jakoś tak najbardziej mi to pasuje 🙂 .

  • Wiola

    Dla mnie też wszystko związane z wiarą było podane jako gotowiec, którym mam podążać a nie kwestionować. W jakiś sposób przez lata jednak ukształtowały się pewne wewnętrzne przekonania jak to powinno wyglądać, które mam do tej pory.

    Przekonania, że wszystko co robisz, co dotyczy wiary, nie może być fałszywe, a jeśli jest, to lepiej nie robić wcale. Kiedy nie żałujesz, że zrobiłaś coś co według katolików jest grzechem, jak twoja spowiedź mogłaby być szczera? Kiedy nie chcesz rozmawiać z Bogiem, nie czujesz potrzeby, dlaczego iść na niedzielną mszę? Żeby “odbębnić”?

    Moim punktem odwrotu było kiedy będąc bardzo zła po kłótni nie chciałam iść do kościoła, bo czułam, że ta emocja zakłóci odbiór tego doświadczenia, jakim w moim przeświadczeniu powinna być msza. Wtedy dopiero reakcja rodzicieli uświadomiła mi, że nie chodziłam tam bo miałam wybór tylko że jest to przymus. Czuję, że będąc na ich miejscu próbowałabym wytłumaczyć, dlaczego to ważne, a nie wytykała, że jak nie idę to obrażam się na Boga.

    Jestem jednak świadoma że taką super katoliczką to ja nie jestem, a to jedynie wytyczne teoretyczne, które mam w głowie. I gdybym siedziała bezpośrednio w temacie, pewnie rozumiałabym więcej rzeczy, które dotyczą wiary. Ale póki co po prostu nie chcę.

    Co do gospelu jednak, to będąc młodym dziewczęciem byłam na Lednicy, i to było niesamowite, w jaki sposób można było wyznawać wiarę piosenką i tańcem :). Spowiedź w 4 oczy na trawce też bardziej przypomina już rozmowę, o tym co można robić lepiej, niż chowanie się za kratką i skupianie całej swojej uwagi żeby zrozumieć co szepce druga strona. Myślę, że gdyby w tym kierunku poszedł nasz, polski Kościół jako całość, dużo młodych osób znajdowałoby się teraz z wiarą w ciutkę innym miejscu.

  • kanabla

    doktor Fromm napisal kiedys, ze o rzeczach nieistotnych rozmawiac nie nalezy

  • U mnie taki młody ksiądz niedawno na kazaniu mówił, że wszyscy jesteśmy jacyś tacy smutni i nawoływał do radości. Przyznam, że to kazanie naprawdę mnie przekonało 😀 Szkoda, że nie wszyscy tak mają.

  • Wyjec

    Skoro już wszyscy się wypowiadają, to i ja swoje trzy szekle dorzucę. Otóż mój tok rozumowania jest następujący: [1] Zakładam, że każda osoba wierząca należy tylko do jednej religii (ciężko być pół-katolikiem, pół-muzułmaninem. To nie fantasy i jakieś pół-elfy, czy inne krasnoludki szczające ludziom do mleka). [2] Każda religia (lub naprawdę spora ich większość) zakłada, że tylko ona jest jedyna dobra, słuszna i zapewniająca zbawienie oraz wieczną Nutellę po śmierci [3] Każda z tych religii zakłada również, że cała reszta (ci niewierzący, należący do innych religii) pójdzie do piekła [4] Skoro tak, to nie ważne w jakiego Cthulhu wierzysz, bo i tak według całej reszty pójdziesz do piekła. Skoro tak, to równie dobrze można sobie całą tą wiarę odpuścić, skoro i tak wszyscy spotkamy się w kociołku wrzącego oleju/smoły, którą mieszać będzie czerwony facet z rogami, kopytkami i widłami gdzieś pod ręką 🙂 Tym optymistycznym akcentem kończę 🙂

  • qasx

    To bardzo smutne.

    “Nie możemy być spokojni, gdy pomyślimy o milionach naszych braci i sióstr, tak jak my odkupionych Krwią Chrystusa, którzy żyją nieświadomi Bożej miłości.”
    Jan Paweł II

  • Serpens
  • Istota

    Ekhm.
    Odnośnie religii. Cóż, ze mnie człek ciekawski, to i dużo na ten temat się chciałam dowiedzieć.
    Z katolikami to już ho ho obcuję, bo i rodzice, i reszta katolicy, koleżankę baptystkę mam, druga koleżanka jest córką pastora, a sąsiad wyznaje prawosławie. O buddyzmie i shinto czytałam/rozmawiałam z osobami mającymi o tym pojęcie, islam też mi nie obcy, o żydach nie wspomnę. Innymi słowy coś tam wiem. I prawdę mówiąc katolicyzm to chyba najbardziej przeczące samemu sobie wyznanie. Szczerze. W samej biblii pisano, że chrześcijanie mają zakaz modlenia się do obrazów i rzeźb. A teraz zastanówmy się co robią katolicy… No właśnie.
    I całkowicie nie rozumiem jak można wychwalać krzyż. Na nim przecież zginął Jezus. Rozumiem, w imię odkupienia naszych grzechów, ale za to to raczej Jezusa powinniśmy chwalić, nie narzędzie na którym zginął. O chrzczeniu dzieci… Niemowlaka? Serio? Przecież takie dziecko nawet nie jest świadome tej wiary, nie ma jak zdecydować czy wierzy czy nie. Dopiero później dowiaduje się co i jak, ale to nie zmienia faktu, że te najważniejsze według katolików sakramenty przyjmuje całkowicie nieświadomie… Już nie wspomnę o tym, że katolicy zachowują się wobec siebie dość ozięble. Zawsze się przez to dziwnie czuję kiedy wchodzę do kościoła. Ledwo krok postawisz i już wszyscy się gapią… Uhuh. Ostatnio kiedy miałam na sobie glany, ksiądz ominął mnie na mszy szerokim łukiem podczas zbierania na tacę. Innymi słowy nie mam zbyt dobrego zdania o katolikach. Nieprzyjemnie. I tyle.

  • knezmej

    CREDO łac. wierzę; Apostolski symbol wiary:
    “[…]ukrzyżowan, umarł i pogrzebion,
    zstąpił do piekieł,
    trzeciego dnia zmartwychwstał,
    wstąpił na niebiosa,[…]”
    (NB: piekła (szeol) to nie Piekło)

    Problem w tym, że jak się nie wierzy po prostu (w znaczeniu jak tzw. prosty człowiek, pierwotnie, naturalnie, prostacko) to próby wyjaśnień, opisy przeżyć duchowych brzmią podobnie do bełkotu o emocjach i nowomowy
    (weź poprawkę, że kapłani są mężczyznami i wygrzeb dla nich spod gruzu trochę litości; dla grzesznika świadomość, że Ktoś znajduje dla niego miłosierdzie i wybacza jest zarówno radosna jak i szokująca, tajemnicza… mi osobiście jest zazwyczaj zwyczajnie głupio).

  • Sasskhaya

    knezmej – wiem, że zstąpił do piekieł, dopiero się jednak niedawno dowiedziałam PO CO 😀
    Istota – przypomina mi się taka opowieść (czy to dowcip czy legenda miejska – nie wiem i nieistotne), że na jednej ulicy mieszkali katolik, mormon i bodajże żyd (nie pamiętam czy poza katolikiem dokładnie te wyznania, ale to mało istotne). Sąsiadowali sobie w zgodzie i spoko. Któregoś dnia przyszła powódź i zalała ich domy, niszcząc je znacznie. Jakiś czas późnej katolik patrzy, a domy sąsiadów odbudowane. Nie byli zbyt majętni, więc poszedł do nich spytać jak to zrobili. Odparli, że poszli do swoich wspólnot religijnych i dostali pomoc, zarówno finansową, jak i ludzi, którzy przyszli im pomóc odbudować domy. Katolik sobie myśli, że fajnie, on też tak zrobi. Idzie do kościoła, mówi księdzu jaka jest sytuacja, a ksiądz mu na to “będziemy się za ciebie modlić” 😀 Więc tak, chrześcijaństwo ma strasznie słabe community, już League of Legends ma lepsze.

  • kanabla

    ale gdybym tak pier***lnal, ze wierze w elfy swietego mikolaja, to bezlitosnie byscie mnie zryli. no jednak budda, jezus i allah to absolutnie cos innego. godne debaty.

  • Sasskhaya

    Skoro mamy wenę sobie debatować to czemu mielibyśmy tego nie robić ;)? I ja tam Ci nie zabraniam wierzyć w co chcesz i bym Cię nie zryła :*

  • kanabla

    rylabys, jak prosiaka

  • Sasskhaya

    Ja jestem tolerancyjna nadzwyczajnie!

  • kanabla

    jestes ze snikersa

  • Keira

    A to ja też dodam coś od siebie.
    Kolega coś tam pisał, nie spotkał zbyt wielu udanych małżeństw nie chodzących do kościoła, więc rzeknę mu iż w takim związku żyje i wiedzie się nam raczej dobrze. Nie nazwę siebie i męża 100% ateistami, ale kościoła nie popieramy i już. Może właśnie przez to, jak to ktoś inny zauważył, że byliśmy zmuszani w młodości by uczęszczać na msze. Dlatego też moje dziecko, które ma dopiero 5lat samo decyduje czy pójdzie z babcią do kościoła czy nie. Jak na razie zazwyczaj chodzi, ale nie zawsze mu się podoba i rozmawiamy o tym otwarcie. To będzie jego wybór co zrobi dalej w tym kierunku i nie obchodzi mnie to, że nasza rodzina się na nas obraża za to że nie mamy ślubu kościelnego i że nie chodzimy wszyscy razem do kościoła, bo to tylko i wyłącznie nasza sprawa.

    @Kanabla a wierz sobie nawet i w hovno, że tak ujmę, Twoja wola.
    Jak ktoś potrafi tylko hejtować, to nie zrozumie że inni tak nie robią nawet jeśli jest ku temu powód.

    A debaty na temat religii zawsze ciekawe są, bo to imo kontrowersyjny temat.

  • Kuc

    Ciesz się, że jakąś duszę masz, bo ksiądz w liceum nam kładł w głowie, że zwierzaki nie mają duszy wcale, a ja taki grzeczny byłem, starałem się i myślałem, że coś w sobie jednak mam. Dopiero na studiach, które z teologią mają mało wspólnego, się dowiedziałem, że są właśnie śmiertelne dusze w edycjach zwierzęcych. Niezły bałagan w tym bożym porządku na ziemi.

  • kanabla

    robienie z przeproszeniem na klate to tez kontrowersyjny temat, co powiesz na niekonczaca sie debate?

    a moze po prostu jestes hejterem

  • Sasskhaya

    Tak, to kontrowersyjny temat i gdzieś na pewno sobie ktoś o nim debatuje, ale nie tu 😉

  • mar

    Ja tam nie rozumiem jednej rzeczy, dlaczego wy oceniacie taką instytucje jak Kościół na podstawie księży i ludzi którzy chodzą na msze skoro założycielem tego Kościoła jest Jezus (uznawany przez tą religie za Boga) a ludzie którzy do niego należą mogą być różni sami mówicie że jakiś okres w życiu chodziliście na msze i nie czuliście żadnej potrzeby ani nic a takich ludzi jest mnóstwo czy to dobrze?-nie mam pojęcia. Co do księży w swoim życiu spotkałem wielu mądrych i wielu beznadziejnych jak to ludzie. jak do lekarza idziecie to tez napotkacie i takich i takich a mimo tego większość ludzi nie odrzuca medycyny jako takiej, bo lekarz jest niedouczony czy mało entuzjazmu wykazuje 😛 a co do komunii to żeby popełnić grzech śmiertelny to trzeba być tego w 100% świadomym i zrobić to z własnej woli, z tego co mi wiadomo 🙂

  • kanabla

    aaaaarrrrrghhhhh

    ide odgryzc sobie tylna lape

  • PapillonNoir

    To co on właściwie wtedy robił? Ćwiek pisał w “kłamcy ” ze poszedł do piekła nawracać Lucyfera, ale to chyba nie tak było :)? Ja w religiach najbardziej nie znoszę tego, że każda głosi ze ma monopol na nieomylność i wpycha się w życie ateistów czy w prawo, pogląd że każdy wierzy, chyba że jest opętany przez Szatana/próżny/leniwy a nawet jak nie( albo ma wątpliwości )to z pewnością uwierzy jak mu sie dość dokładnie teologie katolicka wytłumaczy. U mnie sytuacja jest z grubsza taka jak u ciebie, ale mnie ostatecznie z wiary wybiła moja matka- głęboko wierząca “katoliczka”, której wiara nie przeszkadza w łamaniu przykazań ( zwłaszcza tych o wybaczaniu czy miłości bliźniego), na moje stwierdzenie że tak w sumie niezbyt głęboko wierzę zareagowała HISTERIĄ, a na moje wątpliwości z radością odpaliła, że nie wie w co sama wierzy, Biblii nie czytała i nie ma zamiaru, a na żadne z podanych pytań odpowiedzi nie zna( taka była ogólna treść) oraz że są źli katolicy i dobrzy ateiści, bo wiara wcale nie czyni ludzi lepszymi ( pytania, po co w takim razie w ogóle jest, nie zadałem z troski o jej stan emocjonalny)

  • Ostatnio powiedziałam koleżance, że nie jestem pewna czy chciałabym ochrzcić swoje dziecko (gdybym takowe miała mieć) i ona na mnie nakrzyczała 🙁 A ja myślę, że to bez sensu, skoro nie miałoby w rodzinie NIKOGO kto by chodził do kościoła i jakoś szczególnie wierzył w jedyniesłusznąreligiękatolicką. No. I jedyne co mogłoby mnie przekonać do zmiany decyzji (poza głęboko wierzącym ojcem dziecka, ale na takiego się nie zapowiada) jest reakcja chorego społeczeństwa. Bo jeśli dzieciak ma ryczeć po nocach bo koledzy się śmieją, że nie idzie do komunii, a rodzice tych kolegów rozpowiadają jaka to nasza rodzina grzeszna.. to chyba wolę się poświęcić i dać księdzu srebrniki żeby wygnał diabła O_o
    A ślub kościelny w sumie fajna i efektowna impreza…

    Dzizys, jestem taką hipokrytką ;(

  • kanabla

    wyluzuj. dzieciak bedzie chcial fajna i efektowna impreze, to po skonczeniu 18 lat pojdzie ochrzcic sie sam. przynajmniej nikt do nikogo nie bedzie miec pretensji (moze oprocz krzyczacych kolezanek)

  • kanabla

    p.s. dzieciaki smieja sie rowniez z niepelnosprawnosci, czy odmiennych koloru skory/orientacji seksualnej.

    czy w takich wypadkach rowniez pobiegniesz dziecko “ochrzcic”?

    moim zdaniem nie ma sensu zarazac dziecka gruzlica tylko dlatego, ze wszyscy wkolo pluja krwia

  • mich

    No więc co robił przez te trzy dni wg tej sprzedanej Ci wiedzy?

  • Janek

    Łooo, ciężki temat, aż się chyba wypowiem 😛
    Ja dla odmiany jestem agnostykiem, czyli wychodzę z założenia że i tak nie jesteśmy w stanie w żaden sposób stwierdzić czy Bóg jest, czy go nie ma. Osobiście uznaję istnienie wyższej siły, a czy nazywać ją Jahwe, Allach czy Wszechświat to już chyba kwestia drugorzędna. Nie sądzę też żeby jakoś szczególnie pilnowała czy jestem w niedziele w kościele.
    Co zabawne, moja dziewczyna już od jakiegoś czasu skłania się ku neopogaństwu i wyznaje Boginię, i jakoś się dogadujemy 😛

    PS. Tak, oboje jesteśmy z katolickich rodzin i oboje chodzimy do kościoła dla “świętego spokoju”. Hejtujcie nas, będziemy się smażyć w piekle, my podli hipokryci 😛

  • kanabla

    bedziecie sie smazyc nad zalewem

  • A co robił hesus przez te trzy dni?

  • Sasskhaya

    Z tego co wiem poszedł do piekła aby tam osobiście zbawić tych, którzy poszli do piekła, choć byli dobrzy, bo umarli zanim Jezus zdążył umrzeć za ich grzechy 😛

  • Sylwia

    Z religią prosta sprawa: albo wierzysz albo nie. Albo odczuwasz jakieś “duchowe wibracje” w kościele albo czas Ci się dłuży i nudzisz się niemiłosiernie. Jednej i drugiej stronie ciężko się porozumieć, wszak o uczucia tu chodzi, które to, jak wiadomo, są rzeczą subiektywną. I nie widzę różnicy między fanatycznym katolikiem, który sądzi że cała reszta jest zdemoralizowana, a wojującym ateistą, który ogłasza, że odkrył ciemnogród i zacofanie w instytucji KK. Ludziom generalnie brakuje tolerancji, niezależnie od poglądów.

    Co do kwestii trwałości małżeństw, która została poruszona w komentarzach: to chyba akurat dobra sprawa, że Kościół zwraca uwagę na stałość w uczuciach? Że zachęca do przezwyciężania problemów, pracy nad związkiem, a nie rozwodzenia się z powodu byle pierdół.

  • Ninja lama

    To ty ślimoku nie jesteś pastafarianką?!

  • 7

    Spoko, ja nigdy nie roztrząsałem wydarzeń kościelnych, kazali mi chodzić to chodziłem, a czas spędzony na mszy schodził mi (półautonomicznie) na wymyślanie rzeczy, w okresie późniejszym fabuł do opowiadań. 😉 Natomiast w ogóle nie przemawia do mnie system opresyjny “bóg cię kocha, ale w razie czego bez zastanowienia pośle cię na wieczne męki, a jak będzie miał kaprys to dostaniesz raka”.

  • LichMcKnee

    Nawiązując do tematu wiary, przytoczę wypowiedź mojej boskiej nauczycielki 😉
    Wszystko zależy od wiary, na przykład taka muzułmanka, to jak jej mąż przy obiedzie oka nie podbije, to smutna będzie chodzić, bo już jej nie kocha.
    A, jeszcze powiem coś o lekcjach religi, a co mi tam: otóż ustawowo mogą się one odbywać jedynie na pierwszej bądź ostatniej godzinie lekcyjnej, żeby niewierzący uczniowie nie musieli marnować czasu w szkole. No, jutro mam religię na 4…

  • Tonieja.

    Się rozpisałam…

    Tak w skrócie, to ja zawsze byłam raczej grzeczną dziewczynką, jak byłam mała to chodziłam z rodzicami do kościoła. Z czasem zaczęłąm się zastanawiać nad tym, i doszłam do wniosku, ze nie można miec pewnosci, czy Bóg istnieje. Ale później poznałam kilka osób, które naprawdę żyły Bogiem, który jest bliski i żywy. Zaczęłam więc do niego wołać, coś w stylu ” Boże jeśli istniejesz, pokaż mi to” i poczułam jego obecność, która mi uświadomiła, jak wielkim grzesznikiem jestem pomimo mojej grzeczności;). I że to przez moje grzechy został zabity, abym mogła być zbawiona. Zaczełam Go szukać i mogę powiedzieć, że On jest prawdziwym Bogiem, który odpowiada na modlitwy i jest wierny i cierpliwy, nawet wtedy kiedy ja Go zawodzę.

    A propo tego co napisałaś, to powiem Ci, że w Biblii nie ma ani słowa o czymś takim jak ” grzech śmiertelny”. Bóg mówi, że przebaczy każdy grzech, jeśli będziesz go żałować i poprosisz Go o wybaczenie.

    Jeśli naprawdę chcesz poznać Jezusa, zacznij czytać Biblię i proś Ducha Świętego, żeby Cię prowadził w szukaniu Pana 🙂 Osobiście jestem zdania, że nie ma tak, że Bóg zbawia tylko daną denominacje, ważna jest szczera wiara i upamiętanie oraz relacja z Nim, a On jako wszechmocny Bóg sam Ci pokaże, która denominacja jest najbardziej odpowiednia.

    Jeśli chodzi o zbawienie to jest pare wersetów, które mówi jak je uzyskać ( i z ciekawostek powiem, że nawet w zakonie Mojrzesza, Mojrzesz nigdzie nie mówił ” nie grzesz, a otrzymasz zbawienie” – w Starym Testamencie zbawienie zawsze było zapewnione przez składanie ofiar):

    ” Człowiek osiąga usprawiedliwienie nie przez wypełnianie Prawa za pomocą uczynków, lecz jedynie przez wiarę w Jezusa Chrystusa” Gal2:16.
    ” Jeżeli zaś usprawiedliwienie dokonuje się przez Prawo, to Chrystus umarł na darmo” Gal 2:21
    ” Usprawiedliwieni tedy z wiary, pokój mamy z Bogiem, przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa” Rzym5:1
    ” Bo jeśli ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i uwierzysz w sercu swoim, że Bóg wzbudził go z martwych, zbawiony będziesz. Albowiem sercem wierzy się ku usprawiedliwieniu, a ustami wyznaje się ku zbawieniu” Rzym10:9,10
    ” I nie masz w nikim innym zbawienia, albowiem nie masz żadnego innego imienia pod niebem, danego ludziom, przez którebyśmy mieli być zbawieni” Dz4:12
    ” Jezus rzekł: zaprawdę, zaprawdę, powiadam Ci, kto się nie narodzi na nowo, nie może ujrzeć królestwa bożego” ew.Jana3:3
    ” Albowiem Bóg tak umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny.” ew. Jana 3:16
    ” Albowiem łaską zbawieni jesteście, przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar; Nie z uczynków, aby się kto nie chlubił” Ef2:8,9

    ( za wszelkie błędy ortograficzne, interpunkcyjne i składniowe odpowiedzialności nie biorę 🙂 )

  • Jakób

    Nie ma boga nad Allaha, a Mahomet jest Jego prorokiem.

  • bumtralalachlapiefala

    Ale właściwie dlaczego o tym piszesz? Chcesz się podzielić radością niewiary? Masz żal do rodziców, że Cie ochrzcili? No i właściwie jakich odpowiedzi oczekujesz?
    Jako katolika wcale mnie nie oburza to co piszesz. Jest mi tylko bardzo smutno.
    Jakoś tak jest, że jak człowieka złości czyjś ateizm, to tak naprawdę złości go to, że ktoś mu nie przyznaje racji, że ma go za głupka. Mówię z własnego doświadczenia. Ateistom, przynajmniej zadeklarowanym, nie jestem i nie byłem, ale coś mi się wydaje, że z ateistami jest podobnie.
    Chrześcijanom chyba łatwiej sobie z tym poradzić, bo sam Jezus powiedział głośno i wyraźnie, że za głupków nas będą mieli. No problemo. Zresztą i tak zgodnie ze Słowem nie wolno nam nikogo osądzać.
    Więc złość, oburzenie – nie. Ale smutek to co innego, smutek zostaje.
    Pewnie myślisz sobie teraz coś w tym stylu: “o – gościu widzi się w już w tym swoim niebie, a mnie biedną grzesznicę wysłał do piekła, palant” 🙂
    Tak to nie wygląda. Nie wiem gdzie ja czy ktokolwiek inny się znajdzie Potem. Ale “w nadziei już zostaliśmy zbawieni”. Po prostu jak spotkasz Boga, to potem jest tak cholernie, cholernie przykro, że ktoś dobrowolnie pozbawia się tego pokoju, który w Bogu jest.
    Może będziesz miała dzieci – wtedy zobaczysz jak to jest gdy widzisz, że ktoś na kim Ci zależy uparcie strzela sobie w stopę i jeszcze jest przy tym dumny i zadowolony. To mniej więcej to uczucie.
    Dla wyjaśnienia – to “spotkanie Boga” to oczywiście nie żadne wizje czy ogniste krzewy, ale ta nagła świadomość, coś o czym pisze Tonieja.
    W każdym razie jeżeli wk*** Cię bylejakość Twojej dziecięcej wiary (chociaż daję głowę, że jesteś tu zbyt surowa) to jesteś na najlepszej drodze do nawrócenia.
    Do zobaczenie al mei menuchot.

  • Sasskhaya

    bumtralalachlapiefala:

    “Ale właściwie dlaczego o tym piszesz?”
    No, bo mogę 😀 Mam bloga, czuję potrzebę napisać, to piszę 😀 No i żeby sobie ewentualnie podyskutować!

    Oczywiście, że mam żal do rodziców, że mnie ochrzcili. Mam żal o całą ideę chrzczenia niemowląt.

    “Pewnie myślisz sobie teraz coś w tym stylu: “o – gościu widzi się w już w tym swoim niebie, a mnie biedną grzesznicę wysłał do piekła, palant” :)”
    Nie myślę tak, bez obaw 😀
    Piszesz o “pozbawianiu się spokoju w Bogu”. To nie jest pozbawianie się. To NIE JEST decyzja. Wiara nie jest decyzją. Jest bardziej emocją. A emocje są albo ich nie ma. Do emocji nie da się zmusić, na pewno nie do tych wyższych.

    Gdzie tu “uparte strzelanie sobie w stopę”? Gdzie w moim wpisie widzisz “zadowolenie”?

    Chyba nikt nie wyobraża sobie “spotkania z Bogiem” jako ognistych krzewów czy innych rydwanów z nieba, to chyba oczywiste ;p

    Oczywiście, że wkurwia mnie bylejakość mojej dziecięcej wiary. Wkurwia mnie głównie z powodu przymuszania mnie do tej wiary i (dosłowne) wpychanie mi sakramentu do gardła mimo jej braku! Jestem wielkim przeciwnikiem takiego katolicyzmu i takiej wiary jaką tu zastałam w tym kraju i w tym życiu. To jest potworne co tu się dzieje.

  • bumtralalachlapiefala

    > No, bo mogę

    Dobra, dobra, o wpływie opadów w pierwszej dekadzie maja na wzrost marchewki też możesz, ale jakoś nie piszesz. Zawsze jest jakiś powód…

    > No i żeby sobie ewentualnie podyskutować!

    … ot – chociażby taki.

    > Piszesz o „pozbawianiu się spokoju w Bogu”.
    > To nie jest pozbawianie się. To NIE JEST decyzja.

    He, he, jak na osobę niewierzącą to dużo wiesz o wierze 🙂
    Ja tam nie wiem czym jest czy też nie jest. Ale wiem na pewno że w moim przypadku była i jest DECYZJĄ. Emocje oczywiście gdzieś tam są i być muszą, ale jednak dla mnie z całą pewnością był i jest to świadomy wybór. Można pod wpływem emocji wyruszyć pieszo dookoła świata, ale jak się nie ma determinacji, woli (czyli konsekwentnej decyzji), to emocji na długo nie starczy.

    Jak ci, dajmy na to, woda napiera na drzwi, to pozostanie za drzwiami, dopóki ich nie uchylisz chociażby. Ale jak już uchylisz – to wlewa się jej coraz więcej. Przy tym – w każdej chwili możesz zamknąć. No chyba, że strumień za duży i już nie ma odwrotu – ale to jest dostępne tylko wielkim mistykom, podobno (i chyba na szczęście).

    P.S.
    Będę wdzięczy za nie ujeżdżanie po tej kulawej metaforze z wodą z drzwiami.

  • Sasskhaya

    Owszem, dość wiele wiem o wierze. Interesuję się teologią katolicką. I nie jestem niewierząca ogółem, jestem niewierząca w wersję katolicką 😉

    Uwielbiam metafory! Jestem człowiek-metafora. Więc dam Ci swoją: otwierasz te drzwi, a tam nic nie ma 😀

    Wiara nie jest decyzją. Załóżmy, że wpadam do Ciebie na dom i obwieszam, że masz tu i teraz uwierzyć w czajniczek Russela. Jeśli tego nie zrobisz to ukradnę Ci telewizor, a jeśli to szczerze zrobisz, to dam Ci milion dolarów. Jedyną sensowną decyzją jest w tym momencie uwierzenie w czajniczek. Lecz czy uwierzysz, tak szczerze? Nie sądzę. Prędzej oszukasz mnie, że wierzysz, chcąc ode mnie milion dolarów wyłudzić. Ale nie uwierzysz!

    Sytuacja byłaby inna, gdybyś tam w sercu od zawsze podejrzewał istnienie czajniczka. Właściwie to jesteś całkiem przekonany, że doświadczyłeś obecności owego czajniczka w swoim życiu. Rozkminiasz sprawę i masz jakąś szansę uwierzyć.

    Decyzją może być więc co najwyżej to, czy porozkminiasz sprawę czy nie.

    Latami rozkminiałam sprawę, ale tam nie było nic.

  • bumtralalachlapiefala

    > Uwielbiam metafory! Jestem człowiek-metafora. Więc dam Ci >swoją: otwierasz te drzwi, a tam nic nie ma 😀

    A prosiłem, qrde, prosiłem…

    > Jeśli tego nie zrobisz to ukradnę Ci telewizor,
    > a jeśli to szczerze zrobisz, to dam Ci milion dolarów. >Jedyną sensowną decyzją jest w tym momencie uwierzenie
    > w czajniczek. Lecz czy uwierzysz, tak szczerze?
    > Nie sądzę.

    To porównanie jest zupełnie chybione. Nie musisz uwierzyć ani w kradzież telewizora (kara) jak i 1 mln USD (nagroda). W obietnicę – tak, ale w przedmiot nagrody – nie.

    Chrześcijaństwo natomiast obiecuje nagrodę, w którą musisz uwierzyć bądź przykrą konsekwencję, w którą… też musisz uwierzyć. Żeby bać się piekła, trzeba w nie wierzyć. Nie można, zdaje się, nastraszyć ateisty piekłem, inaczej marny byłby to ateista.

    Zresztą chyba krzyczę w nie w to okno, skoro
    “nie jestem niewierząca ogółem, jestem niewierząca w wersję katolicką”.

    A umiesz odpowiedzieć sobie na pytanie “w jaką właściwie?”.
    Ja bym tak nie potrafił. Nie można umieć pływać “w ogólności”, zawsze pływa się jakimś stylem.

    Ja wierzę w wersję Jezusa z Nazaretu. Ktoś mi tę wersję (w swojej wersji) przekazał, gdybym się urodził gdzie indziej wierzyłbym pewnie (lub nie) w inny sposób. So what?
    Nie znam żadnej idei, wspólnoty której wyznawcom/członkom nie można by zarzucić hipokryzji/pazerności/głupoty (nic nie skreślać). Sam Bóg w taką wspólnotę wszedł, chociaż nie znosi kłamstwa. Ale za kłamców umarł i zmartwychwstał.

    Pewien mistyk (zresztą ani nie katolicki ani chrześcijański) napisał, że żeby znaleźć wodę musisz kopać jedną studnię, ale głęboką. Kopiąc kilka płytkich – nie znajdziesz.

  • Sasskhaya

    Ok, masz niezbitą pewność, z aktem notarialnym i paktem podpisanym krwią ode mnie, że jeśli uwierzysz w czajniczek masz milion dolarów u mnie. Jednocześnie jestem w Twoim domu z grupą umięśnionych mężczyzn, którzy pożądliwie patrzą na Twój telewizor, ale ja ich powstrzymuję. I kara i nagroda nie są tu kwestią wiary, bo masz pewność, że jedno z nich nastąpi. Uwierzysz w czajniczek? Bo to zajebiście słuszna i racjonalna decyzja uwierzyć w ten czajniczek w tym przypadku.
    Wiara nie jest decyzją.

    Nie lubię argumentu “musisz wiarę przyjąć w całości”. Jeśli np. uważam, że nauki Jezusa są spoko i wierzę w nie, ale ni cholery nie ogarniam gadającego węża, to mam się, nie wiem, zahipnotyzować czy coś, czy wmówić sobie gadającego węża, czy odpuścić sobie nauki Jezusa, bo nie jestem w stanie przyjąć tej religii w całości? [przykład hipotetyczny]

    Moim wierzeniom jest najbliżej do mistycznych. Tak więc wg mojej wiary Bóg nigdzie “nie wszedł”. On wszędzie był od początku.

    A studnie sobie możesz kopać, aż natrafisz na kamień, albo uznasz, że tu to jednak wody nie ma i nie będzie… I kombinuj co dalej 🙂

  • bumtralalachlapiefala

    > Ok, masz niezbitą pewność, z aktem notarialnym i paktem
    > podpisanym krwią ode mnie, że jeśli uwierzysz w
    > czajniczek masz milion dolarów u mnie. Jednocześnie
    > jestem w Twoim domu z grupą umięśnionych mężczyzn,
    > którzy pożądliwie patrzą na Twój telewizor, ale ja ich
    > powstrzymuję. I kara i nagroda nie są tu kwestią wiary,
    > bo masz pewność, że jedno z nich nastąpi. Uwierzysz
    > w czajniczek? Bo to zajebiście słuszna i racjonalna
    > decyzja uwierzyć w ten czajniczek w tym przypadku.

    Eeee… Sorry.. kompletnie, ale to kompletnie nie rozumiem, czego to ma dowodzić. W tej sytuacji po prostu w nic nie muszę wierzyć i tyle.

    > Wiara nie jest decyzją.

    OK – z góry przytoczę skrypt naszej dalszej dyskusji (po co biedny internet przeciążać, zróbmy to jednym POST):
    – wiara jest kwestią decyzji
    – nie jest
    – jest
    – nie
    – tak
    – nie
    – tak
    – nie, nie, nie
    – ja Pani nie przerywałem!!!

    > Jeśli np. uważam, że nauki Jezusa są spoko i wierzę w nie,
    > ale ni cholery nie ogarniam gadającego węża, to mam się,
    > nie wiem, zahipnotyzować czy coś, czy wmówić sobie >gadającego węża, czy odpuścić sobie nauki Jezusa, bo nie >jestem w stanie przyjąć tej religii w całości? [przykład >hipotetyczny]

    Kontynuując przykład hipotetyczny: jeżeli wierzę Jezusowi, to zastanawia mnie, dlaczego wielokrotnie i wyraźnie potwierdzał ważność Starego Przymierza. I Prawem się legitymował. A rzeczony gadający wąż? A człowiek z prochu ziemi? A to i tamto?

    Może Bóg tak jak Ty uwielbia metafory? Przeczytaj sobie ten kawałek z wężem i zastanów się: czy to jest reportaż? Czy to jest relacja? Kryminał? Czy może poemat? Czy to musi być dosłowne?
    Ja, jako inżynier mam swoją prostą, inżynierską hipotezę:
    A jak do ciężkiej ch**** Bóg miał mówić do ludzi 3000 lat temu??? Powiedzmy, że objawienie się w sensie mistycznym nie wchodziło w grę. Jeżeli chciałby mówić w sposób precyzyjny, to oczywiste, że musiałby użyć jedynego precyzyjnego języka jaki jest nam dane ogarniać – matematyki. Oczywiście musiałaby to być matematyka na odpowiednio wysokim poziomie.
    No bo przecież nie ta sprzed 3000 lat (z całym szacunkiem do Babilończyków). No i pewnie ta, którą znamy dziś też by nie wystarczyła. Czyli nic by nie mógł powiedzieć aż do teraz, albo i nigdy. Alternatywa: poezja.
    Zresztą – nie słuchaj mnie. Jeżeli rzeczywiście interesujesz się teologią, to jest setki książek, które pomagają zrozumieć ST. A ludzie mają z tym problem, wiem z autopsji.

    >Moim wierzeniom jest najbliżej do mistycznych.
    >Tak więc wg mojej wiary Bóg nigdzie „nie wszedł”.
    > On wszędzie był od początku.

    Co do tego że był od początku (zresztą sam sprawił coś takiego jak “początek”) – pełna zgoda. W tym podejściu nie leży mi to, że istnienie takiego boga do niczego mnie nie zobowiązuje. Jest jak góra, czy drzewo. A w szczególności nie zobowiązuje mnie do niczego względem innych.
    Ale to moje zdanie – być może są osoby wierzące w ten sposób, którzy są o wiele lepszymi ludźmi ode mnie. Jest to wysoce prawdopodobne nawet. W każdym razie szczerze Ci tego życzę.

    > A studnie sobie możesz kopać, aż natrafisz na kamień,
    > albo uznasz, że tu to jednak wody nie ma i nie będzie…
    > I kombinuj co dalej 🙂

    A widzisz – jak nie chcę i nie muszę kombinować (tu z reguły w takich rozmowach padają zarzuty o lenistwo intelektualne). Będę sobie stukał w ten kamień i 30 lat. Bo wierzę, że w końcu przyjdzie Majster i powie “Fajrant. Zostaw ten śmieszny młotek. Dobrze kopałeś, chociaż tak między nami, to 2 metry obok. W każdym razie – jesteś po robocie, czas na imprezę”.

  • Sasskhaya

    Daję Ci argument za tym, że nie jesteś w stanie uwierzyć w coś tylko dlatego, że tak jest sensownie i że chciałbyś uwierzyć w czajniczek. Ja nie mówię tu o milionie dolarów po śmierci czy coś, tylko TU I TERAZ. Mówisz, że w tej sytuacji nie musisz w nic wierzyć = bum, straciłeś potencjalny milion, straciłeś telewizor.

    Co do Biblii – ani zaznaczone co jest dosłowne, ani co jest metaforą, ani nic. Domyślaj się sam człowieku. Ba, spoko, gdyby jeszcze sam. Ale masz przyjąć interpretację kościoła i już. Poza tym część ST miała wymiar kulturowy, np. kawałek z niemieszaniem włókien. Ale skąd człowiek ma wiedzieć co jeszcze się przedawniło? Czytamy w Piśmie: homoseksualizm jest obrzydliwością i krewetki też są obrzydliwością. Czemu tylko krewetki się przedawniły…?

    Oczywiście, że Bóg “jak góra czy drzewo” zobowiązuje Cię do rzeczy. Zobowiązuje Cię do czynienia dobra. Bo co siejesz to zbierzesz. Oczywiście nie musisz czynić dobra, no ale wciąż co posiejesz to zbierzesz. Prawo natury takie.

    Dobrze Ci, że nie musisz kombinować. Też bym wolała nie musieć. Ale cóż pocznę, że taka kościelna, katolicka wiara nijak nie odpowiada mi na żadnym poziomie mej istoty. Latami słuchałam księdza w kościele i nic mi to “nie podeszło”, a o reinkarnacji usłyszałam raz i od razu miała takie kliknięcie w stylu “o kurde, to ma sens”.
    A wiesz, że chrześcijaństwo też miało wiarę w reinkarnację? Skreślili to na jakimś soborze. Tak słyszałam przynajmniej 😉

  • bumtralalachlapiefala

    > Co do Biblii – ani zaznaczone co jest dosłowne, ani co jest > metaforą, ani nic.

    A od czego analiza krytyczna tekstu???
    Pokaż dziecku “Lokomotywę” i tekst z gazety to bez trudu powie Ci co jest wierszem a co nie. Z Biblią jest podobnie. Akurat gatunek literacki można wskazać (przynajmniej w wielu wypadkach) z bardzo dużą dokładności. To jest czynność prawie że techniczna.

    > Domyślaj się sam człowieku.

    Człowiek nie potrafi wyrażać się precyzyjnie (“prawo natury takie”, że zacytuję). Próbowałaś kiedyś wyjaśnić fachowcowi jak ma położyć kafelki? I położył tak jak mówiłaś? Albo weź teksty prawnicze: najbardziej bodaj precyzyjne teksty pisane językiem naturalnym. Czy są jednoznaczne? Nie – inaczej sądy świeciłyby pustkami, a w każdym razie nie byłoby czegoś takiego jak “apelacja”.

    > Ba, spoko, gdyby jeszcze sam. Ale masz przyjąć
    > interpretację kościoła i już. Poza tym część ST miała
    > wymiar kulturowy, np. kawałek z niemieszaniem włókien.
    > Ale skąd człowiek ma wiedzieć co jeszcze się przedawniło?
    > Czytamy w Piśmie: homoseksualizm jest obrzydliwością i >krewetki też są obrzydliwością. Czemu tylko krewetki
    > się przedawniły…?

    Pytanie retoryczne, ale odpowiem: NIE WIEM. No co mam powiedzieć? Nie wiem i już.
    Nie wiem też jaka jest natura siły tarcia, ani czy istnieje grawiton. Nie wiem mnóstwa rzeczy, prawo natury takie.
    Grunt to szukać. W moim przypadku tak jakoś się dziwnie składa, że im więcej odkrywam w chrześcijaństwie, tym bardziej rozumiem te “narzucone przez Kościół” interpretacje.
    I nie mówię tu o czytaniu w kółko katolickiej wykładni tak długo aż się ją przyjmie za swoją.

    > Oczywiście, że Bóg „jak góra czy drzewo” zobowiązuje Cię do
    > rzeczy. Zobowiązuje Cię do czynienia dobra.

    A guzik tam zobowiązuje. A kto powiedział, że dobro jest obiektywną wartością? Przecież nie bóg, który sobie wszystko stworzył i wziął urlop. Jeżeli coś daje mi korzyść, to jest to dobre dla mnie. Taki jest logiczny wniosek z obserwacji tego jak działa świat.

    > Bo co siejesz to zbierzesz. Oczywiście nie musisz
    > czynić dobra, no ale wciąż co posiejesz to zbierzesz.

    “Złe rzeczy przytrafiają się złym ludziom” tylko w amerykańskich, za przeproszeniem, filmach “familijnych”.
    To jest zupełnie niezgodne z doświadczeniem.
    Znam mnóstwo ludzi, którzy sieją kłamstwo, zbierają pieniądze, w tym stanie jest im dobrze i w tym stanie pewnie z tego świata zejdą. Zawsze tak było i pewnie będzie (patrz księga Hioba, na przykład).

    > Dobrze Ci, że nie musisz kombinować. Też bym wolała nie

    To nie jest takie proste.

    >musieć. Ale cóż pocznę, że taka kościelna, katolicka
    >wiara nijak nie odpowiada mi na żadnym poziomie mej istoty.

    Nic nie poradzisz. Jedyne co możesz to szukać. Jak widać szukasz – i powodzenia.

    > Latami słuchałam księdza w kościele i nic mi to „nie >podeszło”, a o reinkarnacji usłyszałam raz i od razu miała >takie kliknięcie w stylu „o kurde, to ma sens”.

    Bardzo prawdopodobne jest, że gdybyś latami słuchała o reinkarnacji i pewnego razu usłyszała o Jezusie efekt byłby dokładnie odwrotny. Efekt egzotyki.
    Miałem taki moment w życiu kiedy interesowały mnie religie wschodnie (dalekowschodnie oczywiście, moja jest też jest wschodnia, tyle, że blisko- ;).
    I widzę teraz, że często ludzie popełniają błąd taki, że porównują chrześcijaństwo przekazane przez niekompetentnego proboszcza czy katechetę z największymi dziełami innych religii. Jaki może być efekt?

    >A wiesz, że chrześcijaństwo też miało wiarę w reinkarnację? >Skreślili to na jakimś soborze. Tak słyszałam przynajmniej 😉

    O tym akurat nie słyszałem, ale jeżeli tak było to i nie dziwota – już w czasach Apostołów pojawiały się różne pomysły na poprawienie Ewangelii.

  • Sasskhaya

    Owszem, jeśli coś robisz dobrze dla siebie to jest to jakieś dobro dla Ciebie, logika 😉 I takie dobro jest jak najbardziej spoko póki nie krzywdzisz innych.

    Plony tego co zasiejesz nie muszą się pojawić w tym życiu.

    Nie sądzę by z reinkarnacją to był “efekt egzotyki”. Kiedy pierwszy raz słyszałam katolickie wersje to też jakaś egzotyka była w końcu, ale wiara nie.

    ” często ludzie popełniają błąd taki, że porównują chrześcijaństwo przekazane przez niekompetentnego proboszcza czy katechetę z największymi dziełami innych religii. Jaki może być efekt?”
    No, wprost fatalny, nie? Ale ja tak nie robię.

    Biblia była zmieniana latami, źle tłumaczona i tak dalej. Oryginałów z tego co wiem nie ma. Ale cytując moją mentorkę “jak można poważnie traktować religię, która tak sobie zmienia rzeczy”. Np. kiedyś w katolicyzmie wierzono, że nieochrzczone, dzieci, np. urodzone martwe – marsz do piekła. Dziś już “poszerzają grono aniołków”. Trochę by się tego znalazło.

  • bumtralalachlapiefala

    > No, wprost fatalny, nie? Ale ja tak nie robię.

    Jak to “nie”? – kpina z gadającego węża to dokładnie efekt
    “nieprzepracowania” tekstu. Inaczej – ustawianie katolików w pozycji “wierzących w gadające węże”, co jest nieprawdą – ja jestem katolikiem i nie wierzę w gadające węże.

    > Biblia była zmieniana latami,

    Nawet wiekami. Redakcja Biblii hebrajskiej trwała jakieś 1000 lat.

    > źle tłumaczona i tak dalej.
    >Oryginałów z tego co wiem nie ma.

    Do XX wieku najstarszymi egzemplarzami Biblii hebrajskiej były kodeksy westmisterski i aleppo, pochodzące ze średniowiecza. Potem odnaleziono zwoje z Qumran, a wśród nich teksty sprzed Chrystusa. I co? I są bardzo zbieżne. Są różnice w ortografii, tu brak jakiegoś fragmentu, tu jest dopisek, ale żadnych rewelacji w stylu “jednastego przykazania”. Żadnych rewolucji.
    Jako współcześni ludzie jesteśmy naiwnie przekonani, że jak coś nie jest na piśmie, to musi być zniekształcone. Nie potrafimy zapamiętać trzech zdań bez zapisania w telefonie.
    Kiedyś było inaczej – tekst mówiony potrafił przetrwać wieki w niezmienionej postaci.

    > Ale cytując moją mentorkę >„jak można poważnie traktować >religię, która tak sobie >zmienia rzeczy”.
    >Np. kiedyś w katolicyzmie wierzono, że nieochrzczone, >dzieci, np. urodzone martwe – marsz do piekła. Dziś już >„poszerzają grono aniołków”. Trochę by się tego znalazło.

    Mam nadzieję, że nieświadomie, ale popełniasz tu typowe nadużycie katolikofobiczne: przypisujesz kościołowi katolickiemu poglądy czy działania, które miały miejsce grubo przez podziałami w Kościele.

    A jeśli chodzi o to co było “kiedyś”: kiedyś wierzono, gdzie tam wierzono – NAUKOWO UZNAWANO, że np.:
    – istnieje coś takiego jak eter
    – niemożliwe jest zbudowanie machiny cięższej od powietrza
    – promienie Rentgena są świetne na katar
    – na podstawie kształtu głowy można określić inteligencję
    – komunizm jest szczytowym etapem rozwoju społeczeństwa
    Przykładów z dziedziny psychologii nie podam przez litość.
    No to dalejże: nie ufaj medycynie, fizyce, psychologii, antropologii, socjologii.
    No i oczywiście matematyce: wyobraź sobie, że w podstawówce głupia nauczycielka wmówiła mi, że pole trójkąta to 1/2 ah.
    Dopiero po latach wyszło na jak, że kłamała – tak na prawdę jest to całka.
    Co z tego, że gdyby wtedy powiedziała o całce to bym nic nie zrozumiał – okłamała mnie i już.

    Formy głoszenie religii, formy kultu to są rzeczy, które robią ludzie i jako ludzie popełniają błędy. Dla mnie liczy się przekaz Ewangelii. To Jezus Chrystus założył Kościół, ale że znajdą się w nim i wilki drapieżne to i sam powiedział. Chodzi o to, żeby się samemu takim wilkiem się nie stać (i to jeszcze z imieniem Boga na ustach).

  • mr_Ty
  • Pingback: jonathan()