cos
Reklama

Na bloga liczniki
16
Sep
37

Zaczęło się od szukania drogi. Wprawdzie organizatorzy ofiarowali odebranie z dworca, ale spotkałam tam znajomych i uznałam, że się sama odbiorę i w ogóle idziemy jeść.

mapy

A jak człowiek głodny w Toruniu, to wszystkie drogi prowadzą do mojej ulubionej pierogarni (tej samej, gdzie kilka miesięcy wcześniej pierwszy pieróg internetu, Revv, podpieprzyła mi pieroga). Knajpa ta pozytywnie wpłynęła na nasze nastroje twórcze. Zaczęliśmy dyskutować, że w sumie te pierogi z pieca to są tak sycące, że możnaby taki wziąć do domu, przekroić na pół, zjeść pół i się najeść. Następnego dnia zjeść połowę połowy i tak dalej i cały czas być najedzonym. Uznałam, że jakby nieco zmienić proporcje krojenia powstałby pieróg Fibonacciego, pojawiły się też takie koncepcje jak pieróg fraktalny i pieróg którego wykres tworzy spiralę.

pf

Doskonałość.

W pierogarni zastały nas też rzeczy, których nie bardzo byliśmy w stanie wytłumaczyć.

krecik

A także słynny drewniany pieróg.

drewniany

No, ale miało być o konwencie ;p

Copernicon był konwentem dobrym.Posiadał liczne konwentowe cnoty, jakie cnotliwy konwent mieć powinien:

– akredytacja była szybka i sprawna, bez większych kolejek, choć na konwent przybyło ponad 1300 osób

– mimo takiej frekwencji było całkiem luźno, bo impreza odbywała się w dwóch budynkach, które miały wiele pięter i ogólnie były zabytkowe i ładne i zacne

– a między nimi było więzienie 😀 (czy tam areszt śledczy czy co to jest, jeden pies). Dzięki temu konwentowicze mieli okazję przez jakiś czas podziwiać tlenioną blondynę i jakiegoś faceta, z których żadne nie grzeszyło rozumem, a darli się w stronę tego aresztu chyba z pół godziny, ktoś im odkrzykiwał, kłócili się – teatr patologii na żywo, publiczność wewnętrznie skręcała się ze śmiechu, starała się jednak tego nie okazywać za bardzo, bo jeszcze margines społeczny w mordę da, ale to było przezabawne, trudne sprawy live action normalnie 🙂

– lokalizacja konwentu była rzut beretem od starówki, a ta toruńska jest nad wyraz urocza

– hotel dla gości jakieś 7 minut drogi od terenu konwentu, sleep room już podobno nieco gorzej, bo trzeba było z kilometr iść

O tym hotelu to się wypada jakoś szerzej rozpisać. Dostaliśmy z Mnq bardzo zacne pokoje, takie z ogrzewaniem, łazienką, fikuśnymi małymi mydełkami, ciepłą wodą, ręcznikami. Czuliśmy się tacy wpuszczeni na salony i w ogóle staraliśmy się nie epatować słomą z butów za bardzo. Ale okazało się, że to wszystko nic w porównaniu z tym jak wyglądało hotelowe śniadanie, z małymi bułkami, croissantami, nutellą i w ogóle szwedzkim stołem wszelkiego dobra.

My byli wzruszeni, że nas potraktowali jak ludzi, a nie jak humanistów. Bardzo motywujące doświadczenie ogólnie, człowiek chce zasłużyć na to całe dobro i obiecuje sobie ile to komiksów nie nakurwi jak tylko wróci do domu 😉

Mnq w końcu zrobił zdjęcie jedzenia i wrzucił je na wall Revv krzycząc coś w stylu „a jak ci smakowała dziś twoja plebejska buła z serem topionym, suko”, czy jakoś tak. W ogóle wróciłam 3 kilo grubsza z tego Torunia, ale totally worth it.

Jeszcze kończąc temat jedzenia – złota obserwacja Mnq.

pasnik

Lubię Mnq ;p

Mieliśmy razem dwa panele, pierwszy w piątek poszedł całkiem spoko moim zdaniem (dziękuję za liczne przybycie :)!), drugi nieco gorzej, był to bowiem panel dyskusyjny, akustyka sali była słaba lekko mówiąc i w ostatniej chwili osoba prowadząca wycofała się (zapewne porażona przenikliwością i naturalnym urokiem osobistym Mnq) i ten, kto ją zastąpił musiał improwizować, a stremował się chłopak i w ogóle zło. Oh well. Szczególnie zapadł mi  w pamięć moment, w którym Raczkiewicz wspomniał coś o pokoleniu wychowanym na jego komiksach, a ja z trwogą w sercu zwróciłam się do Mnq z pytaniem “a wyobrażasz sobie pokolenie wychowane na NASZYCH komiksach?”. Trwogę tę będę prawdopodobnie nosić i pielęgnować jeszcze długo…

Poszłam poza tym na aż dwie prelekcje, które były nie moje! Jak na mnie to jest bardzo dużo. Na jednym Adrian przekonywał, że dla humanistów jest praca w gamedevie (brawo Adrian, naprawdę brzmiałeś jakbyś to wierzył :D), a na drugim Xen z “po prostu kopytko” robiła przegląd webkomiksów. Też brzmiała jakby wierzyła 😀

Poza tym nawet coś sobie KUPIŁAM! To również niezwykłe dla mnie.

zakupy

W ogóle z Mad-Artisans była przygoda – rozleciała mi się torba (odpadł pasek) i stanęłam wobec mission impossible znalezienia na konwencie igły i nitki. Tak wykminiłam, że oni tam na stoisku mogą mieć, bo kiedyś widziałam jak tam na konwentach jakieś rękodzieło na stoisku uskuteczniali. Rzeczywistość przerosła jednak moje oczekiwania jednak, bo nie tylko znalazłam igłę i nitkę, ale też mężczyznę w cylindrze, który mi ten nieszczęsny pasek zszył.

madartisans

Ostatecznie torba była po konwencie w dużo lepszej kondycji niż kiedy z nią przyjechałam 😀 A jak się ludziom wcześniej żaliłam, że jest podarta i gdzie ja znajdę igłę i nitkę, to się ze mnie śmieli, kurde, że “powodzenia”! Ludzie małej wiary 😛

Na koniec jeszcze poszłam sobie z ekipą na małą wycieczkę po Toruniu (pozdrawiam Pawła, który robił za przewodnika ;)!) i nawet organizatorzy odwieźli mnie na PKP.

Podsumowując:

– organizacja zachwyciła mnie jak nigdy w życiu, dobroć i jeszcze raz dobroć

– to był zacny konwent

Dziękuję organizatorom za zaproszenie i dobroć, wszystkim pierogowym ekipom za miłe towarzystwo i każdemu kto przyszedł na nasze panele za cierpliwość do naszego chaotycznego mówienia 🙂

A teraz powrót do rzeczywistości, gdzie żrę gruz, nikt mnie nie zna i nie mam przyjaciół 😀

– Ślimok