cos
Reklama

Na bloga liczniki
15
Oct
120

Nie moja, żeby nie było 😀 Ale true story. Znajoma chciała się nawrócić, ale jej nie wyszło. Dodane za jej zgodą.

spowiedź

 

Podobno sam ksiądz przyznał, że to jest bez sensu, ale takie ma wytyczne. Insanity.

  • xxxx

    Zwracam uwagę na czas użyty w pierwszym i drugim obrazku. To ma sens.

  • emiluleczka

    Dlatego jestem niewierząca i dobrze mi z tym 🙂

  • Bianca

    Trochę mi się skojarzyło z monologiem Kacpra Rucińskiego xD

  • majecznica

    delikwent podczas spowiedzi: zgrzeszyłem pedofilią.
    ksiądz: high five!

  • Sliski

    1.Ale faza, dopiero zauważyłem, że podpis i mail są wymagane, a komentarz nie 😛
    2.Zalajkowałbym komentarz xxxx, ale się nie da, więc powtórzę: ważny jest czas – nie można się spowiadać z czegoś, co aktualnie się robi albo planuje się tego powtórzenie – to kolejny grzech :X Na zasadzie “Proszę księdza, wystrzelałem przedszkole i właśnie planuję rozwalić dzieciaki w podstawówce” 😛

  • Moth

    Nie jestem katoliczką, ale sens swój to ma: mieszkanie w konkubinacie to wykroczenie o charakterze trwałym i ciągłym, w przeciwieństwie do czegoś, co kiedyś miało miejsce i już minęło. Gdyby powiedziała, że mieszkała, ale już nie mieszka to mógłby udzielić rozgrzeszenia.
    Ale stwierdzenie przez księdza, że bez sensu, ale takie ma wytyczne to już sensu akurat nie ma, bo udzielanie rozgrzeszenia jest kwestią sumienia księdza, nikt nie może go z tego rozliczać (chociażby dlatego, że spowiedź jest tajna, duh).
    Nie wiem czemu marnuję se życie tłumaczeniem mechanizmów kościoła, do którego nie należę, pewnie dlatego, że jutro składam wniosek do dziekanatu po terminie, bo dziś zapomniałam i chcę umrzeć.

  • Sasskhaya

    W zasadzie to przecież człowiek jest zawsze grzeszny, czyli jego grzechy są zawsze trwałe i ciągłe, chyba nie da się cały czas popełniać jakiś zupełnie nowych 😀

  • Jednym z podst. zasad przystąpienia do komunii świętej jest rachunek sumienia i żal za grzechy, a jedną z formułek podczas spowiedzi, jest obietnica poprawy.

    Człowiek jest grzeszny, ale ma szczerze żałować swoich błędów i starać się je naprawiać, a z pokusami walczyć i wygrywać.

    Życie “na kocią łapę” bez ślubu jest grzechem i tak trochę dziwne spowiadać się z czegoś, i nie mieć z tego powodu żalu, ani nie próbować tego zmienić, aby grzechem nie było.

  • Sasskhaya

    Ale jeśli np. nie mogą mieć ślubu, bo jedno jest rozwodnikiem to też przerąbane 😀

  • Robson

    @xxx: +1
    To tak jakby przy pierwszym powiedziała “sprzedaję narkotyki, a przecież nie mogę tak nagle przestać i zawieść stałych klientów”

    A jeśli nawet jak ta spowiedź tak przebiegała (w uproszczeniu), to pewnie dostała rozgrzeszenie ze wszystkich grzechów, poza tym jednym z którym nie chce (bądź nie potrafi) zerwać. Te tajemnicze “wytyczne” (sorki, nie jestem kapłanem, a z autopsji nie znam, więc zgaduje) polegają pewnie tylko na tym, aby tutaj bardziej dopilnować warunku “postanowienia poprawy” (bez którego spowiedź i tak jest nieważna w każdym wypadku, nawet jak spowiednik zapuka w konfesjonał i wypowie formułę rozgrzeszenia).

  • Noqa

    “Poproszę z menadżerem”

  • Robson

    @xxxx: sorki, CzteryIksy, za przekręcenie ksywy (XXX oznacza coś innego, co też nadawałoby się do spowiedzi 😉

  • Sasskhaya

    Robson – odnieś się do mojego poprzedniego komentarza proszę, bo w sumie nie wiem jak to działa i mogę się mylić 🙂

  • kabała

    W ogóle to kogo ty znasz, jakichś dilerów koksu na przedszkola? Serio? Wtf..

  • Sasskhaya

    kabała – właśnie ostatnio przyjrzałam się sprawie kogo ja znam, i patrzę, że mam pełne spektrum ludzi: od prawicy do lewicy, od praktykujących katolików po pogan, od cnotek do kurw, full opcja, “kolekcjonowałam” ich latami 🙂

  • Eanna

    i bardzo zacnie jest znać różnych ludzi. również mam znajomych od lewicy do prawicy, od państwowców do anarchistów, od cnotek do erotomanów, a czasami nawet dwa w jednym (jednocześnie twierdzi, że jest znawcą hentaiów i potrafi rzucić czymś w stylu “co ty wiesz o motywie tentacle”, ale wspomnieć mu o czymś trochę zboczonym, to się rumieni i bardzo szybko zmienia temat :P)

  • Siaka

    Miałem podobną sytuację. Wyglądała ona mnien więcej tak:
    Ja: Proszę księdza, jestem w związku z dziewczyną, z którą uprawiam seks. Kochamy się bardzo i jesteśmy szczęśliwi.
    ks: Seks pozamałżeński to grzech i nie mogę Ci dać rozgrzeszenia, no chyba że zamierzacie wziąć wkrótce ślub. Wtedy to co innego.
    Ja: Rozmawialiśmy o ślubie i razem doszliśmy do wniosku, że jeszcze na to za wcześnie.
    ks: W takim razie musicie zakończyć współżycie.
    Ja: No ale kochamy, jesteśmy szczęśliwi, czy to nie o to w związkach chodzi?
    ks: To nie wystarczy. Aby móc współżyć musicie być w sakramentalnym związku.
    Ja: Czyli nie da mi ksiądz rozgrzeszenia?
    ks: Nie dam. Ale odpukam trzy razy, żeby ludzie na Ciebie krzywo nie patrzyli.
    Ja: Bez łaski, narka.

    I na tym skończyła się moja przygoda z kościołem. Było to parę miesięcy temu.

  • kanabla

    er… po ch*&^ komu rozgrzeszenie?

  • matej

    @Sasskhaya

    co do ślubu z rozwodnikiem jest coś takiego jak ślub jednostronny – http://www.wkrakowie.pl/czytaj/sluby-jednostronne

  • kanabla

    @kabała

    re: dilerzy w przedszkolu – ekspansja nowych rynkow, normalna praktyka. slyszales(as) o strzelbach kal.22 skierowanych dla malych dziewczynek? dostepne w barbie-rozowym

    bez re: foch na podszywanie sie pod pseudonim

  • Jellycrusher

    @xxxx: za dilerkę narkotyków idzie się na kilka lat do więzienia, za życie w konkubinacie więzienie nie grozi. To ma sens.

  • Hej, właśnie powstał nowy projekt Wschodzące Gwiazdy, który ma na celu stworzenie “bazy” blogerów w blogosferze, poprzez prezentację blogów w wywiadach.
    Jeśli jesteś zainteresowany/a współpracą bądź udziałem w projekcie to zapraszamy na wschodzace.blogspot.com – tam znajdziesz wszystkie informacje.

    Pozdrawiamy 🙂

  • Robson

    @Siaka:
    Jak zaczynasz buńczucznie, że zamierzasz dalej grzeszyć, to na co właściwie liczysz? Do konfesjonału się przychodzi po łaskę i to nie od ksiedza bynajmniej, on robi za kuriera. Mnie w podobnej sytuacji się tylko spytał, czy ona jest wolna (wtedy była, teraz już nie, bo zająłem 🙂

    @Sasskhaya:
    A no przerąbane; tak ma np. RAZ; we swoim półautobiograficznym “Zgredzie” zawarł taką scenkę z kolędy (cytuję z pamięci): Ksiądz (zerkając w notatki z “teczki”) rzuca: państwo to ślubu wziąć nie mogą niestety… więc sakramenty niestety dopiero przed śmiercią. Narratora wtedy korciło, żeby odparować: no to datek zapiszę w testamencie, ale się powstrzymał 🙂

    @matej: Jak “niekatolik” po sakramencie, to nawet tak się nie da — tylko ewentualnie unieważnienie. Wystąpienie z Kościoła w jakiejkolwiek formie nie wymazuje testamentu.

  • Sasskhaya

    Robson – a jak powiedzmy żona rzuci męża i się rozwiedzie, bo to zła kobieta była, to on mimo to ma przerąbane w kościele :(?

  • Robson

    Mniej niż ktoś ekskomunikowany: dopóki nie wpadnie na pomysł, że sobie weźmie inną, może przecież przystępować do sakramentów.

  • grainne

    Niech się koleżanka nawróci na pastafarianizm. Latający potwór spagetti wszystkich przytuli do swojego klopsikowego serca ;).

  • Sasskhaya

    Robson – czyli musi czekać na śmierć byłej żony zanim z kimś się zwiąże. Trochę hardkor dla niewinnego człowieka takie coś.

  • Shagarot

    W islamie by ją po prostu oblali kwasem a potem ukamienowali.

  • panek

    A ja nie jestem chrześcijaninem i niie do końca rozumiem, tzn, o co chodzi z tym drugim obrazkiem?
    Zycie w związku jest grzechem?
    Kiedyś widziałem w TV ślub a Arabii Saudyjskiej, gdzie małżonkowie poznawali się podczas ceremonii, ale to chyba tak nie jest w katolicyzmie, więc o co chodzi? 😛 Eeeej noooo, powiedzcie miii.. 🙂

  • Robson

    Bo chrześcijaństwo jest hardkorowe, mięczaki odpadają już na całkiem niskolevelowych checkpointach, jak widać powyżej ;>

    @panek:
    Eee, a sprawdzałeś znaczenie słowa “konkubinat”? Tak się pytam…

  • M M

    “Zwracam uwagę na czas użyty w pierwszym i drugim obrazku. To ma sens.” Dokladnie

  • C.

    Bo chodzi o to, że jak przysięgasz komuś, że go nie opuścisz aż do śmierci, to nie robisz zastrzeżenia, że chyba, że ci się odwidzi, albo, że on okaże się burakiem i pijakiem. Jak przysięgasz to przysięgasz, bez taryfy ulgowej. Co byłaby warta taka wiara i taki Bóg przed którym w poniedziałek możesz przysiąc jedno, a w środę po południu już coś innego, bo stara przysięga ci się znudziła. Trudne, ale jeśli już się na to decydujesz to bądź świadomy konsekwencji. Albo nie przysięgaj.

  • C.

    Tu wyżej jest niezły komentarz niejakiego Siaki. W skrócie napisał on: Poszedłem pograć w rugby. Spotkałem sędziego i zaczęliśmy rozmawiać o obowiązujących zasadach. Jedna z nich nie spodobała mi się. Próbowałem dyskutować z sędzią, ale ten nic nie kumał, że ta zasada jest głupia. Powiedział, że to ustalenia z góry i nie chciał nagiąć zasad. Powiedziałem mu nara. Tak zakończyła się moja przygoda z rugby.

  • Janek

    I słusznie, w końcu jest wiele innych, ciekawszych gier 🙂

  • malwynka

    Siaka to dziewczę, you bitch!

  • C.

    Siaka pisze o sobie: “miałem” 😀
    To niech idzie grać w inną grę, ale niech zostawi graczy w rugby w spokoju 😉

  • kanabla

    taka wiara bylaby warta dokladnie tyle, ile kazda inna wiara.

    chuj warta

  • ajlajkju

    Rozumiem te wszystkie wasze tłumaczenia z czasem, trwaniem w grzechu itp itd.. problem bardziej w tym, że życie w konkubinacie jest traktowane przez kościół jako grzech ! Czyli co, jak jest osoba wierząca, a z jakiegoś powodu (nie chce, nie może) wyjść za mąż/ ożenić się ,a kocha tę drugą osobe, chcą żyć razem, to już jest potępiona i rozgrzeszenia nie dostanie ? Gdzie w tym sens ?

    Dawno temu w liceum zostałam uświadomiona przez księdza, że wspólne mieszkanie przed ślubem z osobą płci przeciwnej ( nawet jeśli nie są w związku, nie uprawiają seksu ! ) jest grzechem, ponieważ taka sytuacja stwarza okazję do popełnienia grzechu .. O.0 Innymi słowy sam fakt, że mógłbyś popełnić grzech już jest grzechem.

  • Siaka

    @Robson Idąc do spowiedzi nie miałem zamiaru oszukiwać księdza. Bo po co w takim razie korzystać z tego sakramentu skoro jest ona odprawiana na tzw “odwal się”? Byłem szczery i liczyłem na odrobinę Zrozumienia. Więc jeżeli księdzu ma wystarczyć kłamstwo przy spowiedzi, żebym dostał rozgrzeszenie, to olać to!

  • kanabla

    zaprawde powiadam wam, macie niezle przesrane

  • Sasskhaya

    Robson – właśnie strasznie mi się to w katolicyzmie nie podoba, ta hardkorowość. Współczesny kościół jawi mi się niczym klub wymagający od swoich członków nieskazitelnej zajebistości, utrzymany w tonie “nie możesz się z nami bawić jeśli nie jesteś nieskazitelnie zajebisty”. Przy czym niejednokrotnie dążenie do szczęścia czy poprawy swojego losu jest wg kościoła tożsame z grzechem.
    Poza tym z tego co mi wiadomo Biblia dopuszczała rozwody i konkubinaty.

  • cat

    @Siarka w katechizmie są warunki sakramentu pokuty i tam właśnie jest napisane, że przy spowiedzi musi być żal za grzechy i postanowienie poprawy. Jeżeli tego nie ma spowiedź jest nieważna i nie ma rozgrzeszenia, choćyś był nie wiem jak bardzo szczery. 😉

    @ajlajkju ten ksiądz musiał być jakiś jehowy, bo to na 100% nie prawda. Nawet ja para mieszka razem przed ślubem, ale zachowują czystość to nie żyją w grzechu.

  • Jan Jansen

    Właśnie przypomniałem sobie takie oto uczadło przekazywania twarzom wyrazu jakiegoś, więc ku użytkowi jej Magnificencji Artystki zamieszczam:
    http://lackadaisy.foxprints.com/exhibit.php?exhibitid=333
    Mam nadzieję, że się spodoba miast wkurzyć

  • kanabla

    sasskhaya, to nie tak dziala. kosciol zyje z tego, ze czlonki sa skazitelnie niezajebiste. do kosciola ida (oprocz tych, ktorzy maluja tam sklepienia) najczesciej skruszeni grzesznicy, ktorzy _uwierzyli_ w swoja skazona niezajebistosc i przez to czuja sie zle. ida do kosciola by uzyskac ekspiacje – przy okazji pranie mozgu gratis.

    dla kosciola rzesza nieskazitelnie zajebistych czlonkow to najwiekszy koszmar (albo witryna seksshopu, co kto woli)

  • Sasskhaya

    kanabla – ale pacz na fenomen Franciszka. Daje ludziom komunikat “you fucked up, but you are welcome”, a w takim polskim kościele to mam wrażenie, że jeśli mnie ksiądz krzyżem nie pobije to wyręczą go w tym mohery.

  • kanabla

    sasskhaya – nie moja bajka. caly ten paradygmat zbrodni, kary i przebaczenia ma dla mnie sens wylacznie w aspekcie relacji krzywdziciela i pokrzywdzonego. wmawianie dziewczynkom ze robia bozi krzywde dotykajac cudzego siusiaka wydaje mi sie odpowiedni dla trzylatkow.

    moze jeszcze dla bozi.

  • pannazmokraglowa

    SWIĘTA prawda,a Bóg już Cię nie kocha i Ci nie pomoże bo przecież nie jest MIŁOSIERNY wg kisiędza:P Ale gwałcenie małych dzieci, posiadanie dzieci na boku jest całkiem ql i na czasie. Moja ostatnia spowiedź skńczyła się po 20 minutach z hakiem, kolejką zniecierpliwionych babć za mną,które paliły mnie wzrokiem, pokłoceniem się z księdzem i nie podpisaniem “karteczki” do chrztu ( w sesie do bycia chrzestną)…:>

  • kanabla

    przeciez do konfesjonalu nie prowadza pod lufa. idziesz do budy ze smierdzacym kebabem, widzisz jaki jest obrzydliwy, smierdzacy. zamawiasz porcje. wachasz. smierdzi. zjadasz a pozniej masz pretensje do sprzedawcy.

    to nie wina ksiezy, to wasza wina. sami idziecie robic sobie kuku.

  • Robson

    @Shika
    “Więc jeżeli księdzu ma wystarczyć kłamstwo przy spowiedzi, żebym dostał rozgrzeszenie, to olać to!”

    Błąd w rozumieniu, kiedy i jak rozgrzeszenie następuje (bo na pewno nie od wypowiedzenia jakiejś magicznej formułki) skorygowali już inni (księdza możesz oszukać, ale siebie nie, a już na pewno nie Boga), tak więc dodam tylko: i to Ci się chwali (pannie bez suszarki też), bo lepszy już brak spowiedzi niż świętokradztwo dla uzyskania “papierka”. To samo, co cię od spowiedzi wtedy odpędziło, może cię przygnać z powrotem z zadatkami na niezłego hardkora.

    @Współczesny kościół jawi mi się niczym klub wymagający od swoich członków nieskazitelnej zajebistości, utrzymany w tonie „nie możesz się z nami bawić jeśli nie jesteś nieskazitelnie zajebisty”.

    No to chyba pomyliłaś KK z jakimiś “narodzonymi powtórnie” sekciarzami albo Świadkami Jehowy; a celnicy, grzesznicy, byłe ladacznice i temu podobny element od początku był silnie reprezentowany (o ile nie w większości).

    “Fenomen Franciszka” nigga, please: przypowieść o synu marnotrawnym. Franciszek to jak się zdaje nowy JP2; tamten też powtarzał to samo przed nim aż do Piotra, ale potrafił to zrobić tak, że świetnie to wyglądało w telewizji. Franciszek dodatkowo świetnie jak się zdaje wyczuł “paski” programów informacyjnych i Twittera, czego dobrotliwy, staroświecki pokryty bibliotecznym kurzem Benedykt jakoś nie potrafił.

  • kanabla

    Robson, jak w jednym zdaniu mozesz jednoczesnie afirmowac racjonalizm swiatopogladowy (cyt. “blad w rozumieniu”) i trzepac dogmatami o wszechwiedzy boga?

    bambo prosba

  • Thowena

    Chciałam trochę pobronić Kościoła, ale Robsonowi bardzo dobrze idzie 😉
    Odniosę się jeszcze do tego, że “W zasadzie to przecież człowiek jest zawsze grzeszny, czyli jego grzechy są zawsze trwałe i ciągłe, chyba nie da się cały czas popełniać jakiś zupełnie nowych” – Oczywiście, że ciągle je popełniamy, bo my słabe ludzie jesteśmy, ale chodzi o to, żeby CHCIEĆ już nigdy ich nie popełniać.

    A jeśli chodzi o “Przy czym niejednokrotnie dążenie do szczęścia czy poprawy swojego losu jest wg kościoła tożsame z grzechem.”
    Jeśli spojrzy się na przykazania i ogólnie zasady panujące w Kościele jako taką spisaną drogę do szczęścia (coby mi było dobrze i żeby ludziom ze mną było dobrze… I w sumie może jeszcze do Nieba by się przydało po śmierci), to zauważa się (przynajmniej ja zauważyłam) że to, co jest uznane przez Kościół za grzech naprawdę na dłuższą metę do szczęścia nie prowadzi. To trochę jak z dietą i ćwiczeniami – Jedzenie czekolady i siedzenie przed kompem jest przyjemne, a ćwiczenia na początku bolesne i nieprzyjemne ale jaką satysfakcję dają po pewnym czasie ich rezultaty!

  • Sasskhaya

    Robson – nie myli mi się z sekciarzami. Przykład na klub elitarnej zajebistości już był tu wspomniany, np. jesteś rozwodnikiem -> zjebałeś -> nie możesz się z nami bawić.

  • Thowena

    Sasskhaya – nie chodzi o to, że “Nie może się z nami bawić” Oczywiście nadal może należeć do Kościoła, przyjmować sakramenty i takie tam, ale musi zachować czystość małżeńską – a w małżeństwie według Kościoła wciąż jest ze swoją eks. Przysięgał jej wierność do śmierci, a mimo że w dzisiejszych czasach słowo straciło jakąkolwiek wartość, to dla Kościoła nadal jest przeogromnie ważne.

  • kanabla

    Thowena, odnioslem wrazenie, ze nie atakuje sie tu kosciola, co w kontekscie byloby bez sensu (kosciol atakuje sie w tak wielu innych ujeciach, ze tutaj juz doprawdy nie trzeba).

    atakuje sie glosy krytyczne wobec kosciola w sensie “nie podobaja mi sie zasady tam panujace, wiec te zasady sa nieprawidlowe”. to nie tak. kosciol – jakikolwiek by nie byl – jest dzis organizacja dobrowolna (za to ze jestem ochrzczony bez prawa secesji nie ponosi winy kosciol, tylko moja zagubiona matka, ktora mnie w to wrobila).

    idiotyzmem jest dobrowolne trwanie w kosciele, organizacji dogmatycznie slabo zmiennej – moznaby rzec ze kosciol swoj konserwatyzm niesie na sztandarach w pierwszym szeregu – jednoczesnie narzekajac na to, jak niezyciowe ma zasady i jak bardzo nie chce ich zmieniac.

    do kosciola, do spowiedzi, do panboga czy panjezusa nikt pod grozba palenia na stosie nie prowadzi (chwala wielkiej rewolucji). apage, niezadowoleni. kosciol to nie demokracja, tu sie nie wiecuje i nie chodzi na referenda.

  • kanabla

    swoja droga kosmiczna jest ta zasada wiernosci malzenskiej. otoz moge malzonka robic w bambuko na wszelkie sposoby, moge oszukiwac, okradac, znecac sie mowa, uczynkiem i zaniedbaniem. pic, bic, gwalcic.

    dopoki nie wsadze jezyka w otwor niemalzonka, jestem nadal superwiernym malzonkiem.

    sen mara…

  • Thowena

    kanabla – zauważyłam, że kościół nie jest atakowany 😉 To “Pobronić” było bardziej w formie żartu, ew od pomówień i niedomówień 😉

    “otoz moge malzonka robic w bambuko na wszelkie sposoby, moge oszukiwac, okradac, znecac sie mowa, uczynkiem i zaniedbaniem. pic, bic, gwalcic.

    dopoki nie wsadze jezyka w otwor niemalzonka, jestem nadal superwiernym malzonkiem.”
    Superwiernym może i tak, ale na pewno nie dobrym. Na pewno grzesznym na wiele innych, superciężkich sposobów. I od takiego małżonka radzę odejść – ale niestety nie szukać sobie nikogo do współżycia seksualnego, dopóki tamten nie umrze. Niestety, jak się już chciało przyrzekać takiemu, to można było najpierw trochę go poznać,

  • Sasskhaya

    Thowena – poznać go oczywiście bez mieszkania z nim i bez poznania go w seksie, bo to też grzech. Co z tego, że może się okazać być brutalnym dewiantem czy coś.
    Swoją drogą co jeśli taki małżonek dajmy na to zaginie, nie ma z nim kontaktu – całe życie przekreślone, samotność i frustracja seksualna, bo być może gdzieśtam żyje?

  • kanabla

    Thowena za bycie niedobrym malzonkiem paragrafu nie ma. odmow litaniedosercapanajezusowego i zaluj za grzechy. next!

    za bycie niewiernym malzonkiem rozgrzeszenia nie ma i o tym jest niniejszy dyskurs.

    retoryka placenia za wlasna glupote jeszcze wieksza glupota dlatego, bo tak mowi rzesza smiesznie poprzebieranych facetow do mnie nie trafia. nadal uwazam, ze ludzie robia sobie te krzywde na wlasne zyczenie, takimdopomozbog.

  • kanabla

    Sasskhaya ja okazalem sie czy cos

  • Sasskhaya

    Poza tym spójrzmy na to w jakim wieku w tamtych czasach ludzie się żenili i jak długo żyli. Powstrzymanie się z seksami do wieku x-naście jest nieporównywalnie prostsze niż powstrzymanie się do wieku x-dzieści.

    Poza tym ślub się zupełnie nie kalkuluje. Jeśli człowiek ma dużo rożnych partnerów życiowych, z którymi mieszka i tak dalej, to potem spowiedź -> pokuta, ew. jakiś ślub i jest spoko. A jak wziąć ślub i nie wyjdzie to już do końca życia drugiej osoby nie można nikogo mieć, bo nie będzie można przyjmować sakramentów i tak dalej.

  • kanabla

    erm… uprzedze nieco fakty – brzydkiej plci jest ciezko powstrzymac sie w wieku nascie lat. w wieku x-dziesci i x-dziesiat to juz wlasciwie ciezko sie do tego zmusic

  • Sasskhaya

    kanabla – w sensie wykreślić trzydziestolatków z mojego targetu w poszukiwaniu partnera życiowego :(?

  • Thowena

    “za bycie niedobrym malzonkiem paragrafu nie ma. odmow litaniedosercapanajezusowego i zaluj za grzechy. next!

    za bycie niewiernym malzonkiem rozgrzeszenia nie ma i o tym jest niniejszy dyskurs.”
    Za gwałty(nawet na współmałżonku!), kradzieże i znęcanie, bez postanowienia poprawy rozgrzeszenia nie ma.
    Za to, że się kiedyś zdradziło (lub nawet zdradzało) ale jest mocne postanowienie poprawy, rozgrzeszenie jest.

    A to, że ktoś staje się nagle brutalnym kochankiem po ogromnej ilości czasu, kiedy brutalny w okazywaniu czułości i nie naciskaniu(chodzi mi o zmuszanie, szantaż i takie, nie o namowy, bo to chyba czasami normalne) na seks, jest bardzo mało prawdopodobne. Oczywiście, pewne relacje po ślubie się zmieniają, okazuje się, że (teraz trochę zbagatelizuję) on czasem nie spuszcza klapy w sedesie a ona czasem przesala zupę, ale przecież chodzi o to, żeby naprawiać to, co się ma, jeśli się kocha, a nie wyrzucać i co chwila kupować nowe.

  • Sasskhaya

    Thowena – mówię o sytuacji, kiedy mamy 2 osoby, które nie mogą się poznać mieszkając razem, bo grzech, ani w seksie się poznać przed ślubem, bo też grzech, a po ślubie wynikają jakieś epickie cuda wianki. Jak ci ludzie mieli się niby poznać?

  • Thowena

    Mogą mieszkać ze sobą, ale to trudne utrzymać wtedy czystość przedmałżeńską. A ja znam małżeństwa (nawet całkiem sporo), które przed ślubem nie współżyły i nie mieszkały razem i teraz mają się bardzo dobrze.
    Niewiedza ma czasem dobre rezultaty – może jeśli się nie wie, że może być inaczej, że z kimś innym seks może wcale taki nie być, to jest łatwiej zaakceptować?
    Tym bardziej, że nie w okół seksu kręci się życie (chociaż świat nam próbuje ostatnio wmówić coś innego) i nawet jeśli w tej sferze nie jest superświetnie, to można się nadal chyba kochać, prawda? Czy już nie?
    A jeśli chodzi o pewne “cuda wianki” wynikające po ślubie to świadomość, że nie każdy jest idealny, próba rozmowy o tym lub zaakceptowania, ewentualnie kompromisu wydaje mi się niezłą opcją.

  • kanabla

    Thowena, przeciez wiekszosc bozej trzodki nie jest seryjnymi bokserami, wiec nikt nie spowiada sie “zamierzam ja/go lac dwa razy dziennie”, tylko “w gniewie podnioslem reke na malzonka”. wiec z automatu leci zdrowaska. zatwardziali sa tylko przestepcy seksualni.

    powstaje wiec pytanie, jak to jest, ze dziwnym trafem pewne paragrafy zbiezne sa z zasadami wewnetrznego morale czlowieka (przecietny zwyrodnialec najpierw bije, pozniej zaluje) – inne zas przeciwnie (no bo jesli trwam w grzesznym zwiazku to bliskosc cielesna jest jedynie artykulacja reakcji chemicznej mojego ciala na radosne przebywanie w poblizu innego grzesznika)

    no ale jesli po dobrym seksie z ukochana osoba ma mi sie wlaczyc zal za grzechy, to nie ja tu jestem pierdolniety, tylko producent rzeczonego kodeksu karnego

    co do brutalnych vel namolnych kochankow (ja akurat wolalbym brutalnego kochanka, bo taki, co zebrze, studzi we mnie resztki libido) – oj zdziwilabys sie, jak to sie potrafi pokickac gdy mija okres, w ktorym jedno i drugie do siebie sie łasi i w sumie nie ma okazji przekonac sie jak wyglada prawdziwe niedopasowanie libido… w kwestii malzenstw zgadzam sie z muzulmanami, ze powinien byc to kontrakt sluzacy sprawnemu plodzeniu potomstwa; z miloscia zas miec niewiele wspolnego. niestety, rzeczeni muzulmanie z seksualnosci zrobili jeszcze wiekszy cyrk, wiec pogrzebali sie na wieki.

  • kanabla

    Thowena. zwaz, iz zycie czesci spoleczenstwa kreci sie wokol seksu – niezaleznie od tego jak Ci sie zdaje. dyskusja jest o tym, ze ta czesc spoleczenstwa powinna flegmatycznie mijac z daleka kosciol, zamiast wnosic don pretensje ze jest gupi.

    albo mijac i mowic ze jest gupi. trwac i mowic ze gupi jest gupie.

  • Sasskhaya

    Thowena – może być miłość bez seksu, ale ta sfera naprawdę może make or break things. Seksem NAPRAWDĘ można bardzo krzywdzić ludzi, nawet w małżeństwie. Może być też zajebiście. Może też być totalnie nijak.
    “A to, że ktoś staje się nagle brutalnym kochankiem po ogromnej ilości czasu” < nie mówię o ogromnej ilości czasu, tylko o zaraz po ślubie i rozpoczęciu współżycia.

  • kanabla

    monogamia prowadzi do razacych przypadkow braku higieny zdrowotnej i estetycznej. sekszenie albo zdrowie – wybor nalezy do ciebie.

  • Robson

    “jesteś rozwodnikiem -> zjebałeś -> nie możesz się z nami bawić”

    Odnoszę wrażenie, że tutaj można pisać cokolwiek, ale i tak ludzie przeczytają co chcą. Taki rozwodnik (co to go “zła kobieta” zostawiła) może nawet i wyświęcony na kapłana zostać (są podobno takie przypadki), tylko ożenić mu się nie wolno. O właśnie: kobietom nie pozwalamy “bawić się” w kapłaństwo, jeszcze z tej strony nikt chyba nie wylewał jeszcze żalu na Kościół, bo jak już się zaczyna trącać (Kanabla, pozdrawiam) o paradoksy teologiczne (że niby wszechmoc/wszechwiedza przeczą czemuś? jako matematyk logikę traktuję jako rodzaj bardzo przydatnej skrzynki z kombinerkami w różnych kształtach, skąd się bierze akurat takie jakich potrzeba do przykręcania śrubek w modelach a racjonalizm jest dużo, dużo bardziej pojemną szafą gdzie nie tylko ta jedna skrzynka stoi)

    Jeszcze moment a ktoś rzuci kamieniem, którego nie można podnieść i już będzie całkiem jak dawno temu w Usenecie 🙂 A tymczasem Baal wreszcie padł (Diablo 2) i spać już trzeba.

  • kanabla

    nie pisales o logice, pisales o rozumieniu. rozumienie, czyli pojmowanie. cos na drugim biegunie wiary. wiara z definicji jest dogmatyczna, niepojeta. zeby cos zrozumiec, trzeba to najpierw pojac.

    nie jest to zaden paradoks teologiczny, jedynie niespojnosc linii, ktora przyjales (wytykasz blad w rozumieniu, po czym argumentujesz zjawiskiem niepojmowalnym)

  • Morfo

    Kanabla- chrześcijaństwo traktuje wiarę jako dopełnienie rozumu, nie jako coś przeciwstawnego. Wiara jest konieczna ponieważ między Bogiem, a człowiekiem jest przepaść. Jest konieczna dlatego, że rozum wymięka przy rozkminianiu czegoś co jest nieskończone i nieogarnialne. I jest konieczna tylko (!) w momencie przeskoku człowiek-Bóg (bo rozum to świetna rzecz :)) Obrazowo mówiąc, to tak jakbyś chciał dotrzeć na wysokość np.11 tys metrów. Możesz jechać na rozumie i wejść na 8 tysięcznik ale niezależnie od tego jakim byś był kozakiem zostanie Ci ten fragment którego na samym rozumie nie przeskoczysz. Jak ktoś nie jest genialnym himalaistą i jego rozum wymięka już wcześniej to będzie się posiłkował argumentami wiary już wcześniej niż na tych 8 tysiącach metrów. Myślę, że stawianie wiary i rozumu jako dwóch biegunów wynika głównie z tego, że dużo osób wierzących nigdy nie zastanawiało się nad tym czy to co robi ma w sobie jakąś logikę ( w pewnym stopniu to też samokrytyka ;). I w tym momencie zamiast zastanowić się nad tą logiką dużo łatwiej jest ucinać każdą dyskusję mówiąc, że wszystko to “tajemnica” i w ogóle “Bóg tak chciał więc nigdy tego nie zrozumiemy”. Pozdro dla rozkminiających maści wszelakiej 🙂

  • Cyryl

    Religia i racjonalizm wykluczają się, a próby ich pogodzenia mogą się skończyć utratą wiary, utratą zaufania do nauki albo problemami psychicznymi. Po szczegóły sprzeczności odsyłam do: Clements Tad “Nauka kontra religia”.
    Do głównego wątku: nikt dorosłego do wiary nie zmusza (a jeżeli zmusza, to znaczy że to toksyczna relacja między ludźmi), jeżeli Kościół Katolicki odrzuca kogoś postrzeganego jako grzesznika, prawem odrzuconego jest szukać Boga gdzie indziej (są odłamy chrześcijaństwa które są bardziej wybaczające, a przecież to ten sam Bóg, jak mówią mądrzy ludzie głoszący ekumenizm).

  • kanabla

    Morfo jesli tak to mamy tu zwyczajny lapsus jezykowy; ja nie zwyklem uzywac slowa “rozumiec” w znaczeniu innym niz racjonalistyczny; jesli zalozymy ze Robson uzyl wyrazu w znaczeniu opisanym przez Ciebie – to mamy zwyciezce.

    Cyryl – amen.

  • Sasskhaya

    Robson – Ok, inaczej – „jesteś rozwodnikiem -> zjebałeś -> nie możesz się z nami bawić, tzn. możesz, pod warunkiem, że wyrzekniesz się takich egoistycznych ciągot jak kochanie i bycie kochanym i tak naturalnych instynktów jak chęć seksu i mnożenia się”.

    Swoją drogą słyszałam też o przypadku, gdzie ksiądz nie chciał udzielić ślubu osobie sparaliżowanej, bo ta nie będzie mogła mieć dzieci. Bo sensem ślubu są dzieci. Czy to plota czy faktycznie coś takiego obowiązuje? Jeśli tak to czy osoba bezpłodna nie może przystąpić do ślubu kościelnego i jeśli chce żyć w związku to nie ma bata, musi grzeszyć?

  • kanabla

    no ja nie wiem. miewam instynktowne checi seksu, jednak rownie instynktowna awersje do mnozenia sie mam non-stop

  • kanabla

    sensem slubu faktycznie sa dzieci. slubu, ktory otwiera droge do seksu, ktorego celem jest prokreacja. dlatego slub osob nie mogacych plodzic dzieci jest bez sensu.

    niestety diagnosta bezplodnosci jest tutaj Twoj prezbiter.

    przyklad:
    – masz zaswiadczenie o nieplodnosci od lekarza, ale nadal masz calkiem fajna cipke – wyrok – zdolna. wszak moze zdarzyc sie cud.

    przyklad:
    – masz urwanego wacusia (i cos tam jeszcze). wyrok – niezdolny, seks oralny pozamalzenski jest grzechem. idz sie bawic gdzie indziej

  • hex

    Niezależnie od mojego zdania w tej sprawie (nie zgadzam się z obrazkiem) chciałem tylko dodać, że jestem niewiarygodnie zaskoczony kulturą i jakością dyskusji w tym miejscu. Normalnie taki strip przywołałby tabuny trolli i gimgbazę, a tutaj jest spokojnie, rzeczowo i miło…

    Gratulacje.

  • Robson

    @Sasskhaya i kanabla:
    Prawdopodobnie chodziło o “niezdolność dokonania stosunku małżeńskiego”, bo bezpłodnośc nie jest przeszkodą Nie, bezpłodność nie jest przeszkodą (chociaż jeśli ktoś ją zatai przed narzeczonym/narzeczoną, to małżeństwo jest nieważne) a poza tym: Google twoim przyjacielem.

    http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TA/TAP/malzenstwo3.html

    Czyli tak: sparaliżowany, któremu nie staje albo kastrat nie mogą zawrzeć małżeństwa. A seks oralny/petting i inne zabawy łóżkowe: jak tylko do tego się ogranicza stosunek, jest naruszeniem czystości również w małżeństwie (tutaj już odsyłam do guglania samodzielnego) więc ta kwestia nie robi to różnicy takiej, jaką nakreślił Kanabla.

    @”tak naturalnych instynktów jak chęć seksu”
    Naturalnym instynktem jest chęć przelecenia każdej babki, na która reaguje mi libido (z innych: jak ktoś mi nadepnie na odcisk, to dać mu po ryju, jak coś znalezione to “nie kradzione” itd. bo “wszędzie dookoła czycha pokusa goła”). Ponieważ i tak się w tym zakresie ograniczam bardziej niż inni ludzie, którzy (za obustronną zgodą oczywiście, pomijając nadużycia i patologie) sekszą się w wielu innych konfiguracjach, to chociaż współczuje bardzo hipotetycznemu mężowi złej kobiety, to nie uważam żeby był tu skrzywdzony akurat przez Kościół. Co gdyby np. zdarzył się wypadek, żonę mu sparaliżowało całkowicie i nie dość, że seksu nie ma, to opieka nad nią dużo cięższa. Może wówczas, biorąc pod uwagę potrzebę “realizowania własnych naturalnych pragnień” Kościół powinien mu dać dyspensę na kolejne małżeństwo i wrócić do starotestamentowego wielożeństwa? A cuda owszem się zdarzają: sparaliżowana może wstać a “zła kobieta” może zechcieć wrócić (i tu nawet mniejszy cud potrzebny, niż uzdriowienie paralityczki), a jak tu zastanie nową żonę to weź tu to człowieku rozplącz: dlatego “co Bóg złączył” itd. Kościół nie powstał po to, żeby ludzie folgowali sobie pragnieniom i instynktom, tylko żeby dążyli do świętości, a to czasem oznacza robienie tymże pragnieniom na przekór.

  • Robson

    PS. Przepraszam za powtórzenia na początku komentarza, błąd edycyjny.

  • Cyryl

    Sasskhaya, Kanabla – to (dość absurdalne, w moim rozumieniu) założenie, iż sensem ślubu jest rozmnażanie się jest niestety mocno wbite też w psychikę ludu (i faktycznie jest w doktrynie chyba wszystkich religii abrahamicznych). Miałem sytuację w której znajomy się dziwił czemu biorę ślub skoro nie planuję mieć dzieci w najbliższym czasie – wytłumaczenie mu że bez ślubu prawnie para nie istnieje (patrz szpitale, podatki, itd.) nie pomogło.

  • kanabla

    – to w malzenstwie nie mozna do buzi? rany koguta
    – przelecenie kazdej babki w teorii przynajmniej moze byc fajne zarowno dla przelatujacego jak i kazdej babki, wiec nie ma potrzeby ograniczania sie, jako ze nikt nie doznaje krzywdy. oprocz bozi, ktora doznaje krzywdy gdy sie tylko da. dawanie po ryju to juz jest niestety obiektywna krzywda i ograniczanie sie ma jakis glebszy, humanistyczny sens
    – zeby tak zdarzaly sie cuda i wacusie odrastaly. albo przynjmniej rosly…

  • kanabla

    Cyryl – zara, zara, to sa dwie rozne kwestie. jedna taka, ze slub koscielny jest instytucja prokreacyjna. druga taka, ze panstwo rozroznia trzeci rodzaj obywatela: malzenstwo (osobne formularze podatkowe, osobne procedury, etc.)

  • Robson

    @Cyryl: to przekonanie stoi też za rozmaitymi przywilejami dla małżeństw w ustawodastwie.

  • Robson

    @Kanabla.
    “to w malzenstwie nie mozna do buzi?”
    Można. Guglaj.

  • kanabla

    pisales, ze nie mozna jesli sie pozniej nie zamierza zdobyc trzeciej bazy. czyli parowki tylko na surowo, bez musztardy i kapusty.

  • Cyryl

    Kanabla – wybacz, moje niedoprecyzowanie. Osobnik ów uważał że ślub inny niż kościelny to nie ślub, a że ja brałem też kościelny (choć kontraktowy) i konkordatowy, to jego pytanie pozostawało w mocy

    Robson, Kanabla – to że prawo kościelne rozstrzyga rzeczy tak intymne (i tak szczegółowo) jak co i jak można (i robią to faceci którzy w teorii przynajmniej powinni żyć w czystości) jest dla mnie samo w sobie absurdem…

  • Robson

    Dlatego po detale odsyłam do gugla, a jak ktoś bez połyku albo bukkake żyć nie może, to już jego problem.

    PS. Każda dostatecznie długa dyskusja internetowa zawsze się kończy na religii, polityce (z prawem Godwina jako przypadkiem szczególnym) albo seksie, obojętnie od czego się zacznie. Jak ktoś jeszcze nie sformułował takiego prawa, to zaklepuję.

  • kanabla

    cyryl, to nie jest absurd. kazdy powinien moc zalozyc sobie stowarzyszenie religijne i zabronic w nim jedzenia parowek z kapusta.

    absurd robi sie wowczas, gdy uczestniczymy w tym stowarzyszeniu, mamy ochote na wurst z zauerkrautem, jest nam zle i nie wiemy co zrobic.

  • kanabla

    Robson: to nieco protekcjonalne, tak odsylac i odsylac rozmowce – nie sadzisz?

    Niniejsza dyskusja _rozpoczela_ sie komiksem na temat polityki seksualnej w instytucji religijnej – sofizmaty kalibru “znowu zboczylismy na tematy dyzurne” prosze sobie schowac w kieszen.

  • Thowena

    “to że prawo kościelne rozstrzyga rzeczy tak intymne (i tak szczegółowo) jak co i jak można (i robią to faceci którzy w teorii przynajmniej powinni żyć w czystości) jest dla mnie samo w sobie absurdem…”
    Jestem dziewicą (żyję w czystości) i nie przeszkadza mi to wiedzieć pierdylionu różnych rzeczy na temat seksu, również bardzo detalicznych. To, że księża nie mogą go po święceniach uprawiać nie znaczy, że nie rozmawiają z ludźmi, którzy go uprawiają na różne sposoby. I jestem pewna, że wielu z tych ludzi pyta ich o morale pewnych swoich seksualnych poczynań. Więc podają zasady i rozstrzygają sprawy tak intymne. Bo ludzie pytają.

  • kanabla

    Thowena, to nie jest akurat kluczowe. kosciol ma prawo rozstrzygac rzeczy tak niepoznawalne jak dogmat trojcy swietej – nie majac ku temu zadnych praktycznych przeslanek. to jest domena religii; jej prawo moze byc absolutnie nieracjonalne. z definicji. “by design”.

    jesli zwazymy na to, ze podmiotem dyskusji jest religia autorytarna, hierarchiczna i nie kierujaca sie opinia wyznawcow – absurdalne sa jakiekolwiek proby podwazania jej praw, doktryn, dogmatow i ferowanych wyrokow. wierni pytaja, kaplani odpowiadaja i tak jest dobrze.

  • Thowena

    “jesli zwazymy na to, ze podmiotem dyskusji jest religia autorytarna, hierarchiczna i nie kierujaca sie opinia wyznawcow – absurdalne sa jakiekolwiek proby podwazania jej praw, doktryn, dogmatow i ferowanych wyrokow. wierni pytaja, kaplani odpowiadaja i tak jest dobrze.”
    Gdyby Kościół nie brał pod uwagę opinii ludu, to nadal byśmy palili czarownice i niewiernych, true story.

  • Cyryl

    Kanabla – “z wielką mocą przychodzi wielka odpowiedzialność”; jeżeli przepis ingerujący w bardzo podstawowe rzeczy wydaje ktoś kto kontroluje 200-osobową sektę, to jest to mniejsza szkoda (i większa szansa że państwo zapuka mu do drzwi z trudnymi pytaniami) niż gdy robi to samo prawodawca religii która ma setki tysięcy wyznawców, z których spora część weźmie sobie te nakazy do serca i będzie z ich powodu cierpieć.

    Nakazy i zakazy leżą w naturze religii (nie wnikajmy skąd to wynika), ale obsesja z jaką większość religii traktuje sferę seksualną jest z mojego punktu widzenia przesadą.

    Thowena – nie kwestionuję wiedzy teoretycznej, uważam jednak że ktoś kto żyje w celibacie (= bezżenności) może mieć wiedzę teoretyczną o związkach, natomiast nie będzie miał doświadczenia / mądrości wynikającej z doświadczeń. Tak samo uważam ktoś żyjący w czystości może mieć bardzo rozległą i szczegółową wiedzę nt. seksualności (i może uczyć np. kwestii biologicznych, medycznych, itd.), ale brak mu będzie doświadczenia i znajomości niuansów (w konsekwencji nie ma prawa mówić z pozycji autorytetu), tak samo jak nie wkucie kodeksu drogowego (i mnóstwa źródeł) czyni dobrego kierowcę, a przejechanie kilkset tysięcy kilometrów.

  • Morfo

    hex -> ja też jestem wzruszona poziomem wypowiedzi ;)(jakoś z reguły przy okazji dyskusji światopoglądowych obie strony wyglądają jak tłuszcza ludzi z pochodniami – ‘kto nie z nami niech płonie’ :D). Strasznie mi się to podoba bo wydaje mi się, że niezależnie od opcji warto jest zrozumieć jakie argumenty ma druga strona, a nie tak bardzo zafiksować się na swoim, że nawet nie wiesz z czym dyskutujesz ;).
    Cyryl -> mam nadzieję, że nie bo jestem początkującym naukowcem, a jako, że nie wydaje mi się żeby moja fascynacja nauką czy wiarą miała być wyeliminowana w pierwszej kolejności to stawiałabym na psychikę ;). Książkę przeczytam skoro polecasz, chociaż będzie się musiała ustawić w kolejce :).
    kanabla -> aż sobie sprawdziłam w wiki definicję racjonalizmu (bo nie jestem pewna z jakim lapsusem językowym mamy do czynienia) ale nie pomogło :). Jak dla mnie i wiara i rozum opisują poprostu tę samą rzeczywistość. Znakomita większość tej rzeczywistości jest do rozkminienia przy użyciu rozumu. I jakiekolwiek próby odrzucania naukowych teorii czy odrzucania logiki z powodu wiary, uważam za delikatnie mówiąc mało rozsądne. Jeśli chodzi o ‘zasady narzucane przez kościół’ część z nich zweryfikowało moje doświadczenie i wydają mi się słuszne. Części z nich nie miałam okazji zweryfikować i akceptuję je na zasadzie zaufania. Wydaje mi się, że w każdym przypadku stoi za nimi konkretna logika i to tej logiki należy się trzymać.
    -> hym.. chyba jednak zamiast dyskutować muszę się zabrać do pracy zanim mnie z niej wywalą i moja przygoda z nauką skończy się tak szybko jak się zaczęła 😀

  • kanabla

    Cyrylu, dobrze wiesz, ze przynaleznosc religijna jest w tej czesci swiata dobrowolna; orientujesz sie tez zapewne, czym koncza sie proby dokonania schizmy (chociaz lefebrystom nieco sie upieklo). nie lepiej pogodzic sie z doktryna lub odstapic dobrowolnie, niz narazac sie na ekskomunike? ; )))

  • Cyryl

    kanabla – przynależność jest dobrowolna teoretycznie; parafrazując pewien cytat, “chrześcijaństwo ma taką popularność bo jest jak IE, preinstalowane w systemie” – a sumienie i strach przed piekłem (retoryka wobec apostatów jest brutalna) nie pozwalają ot tak odejść.

    Większość ludzi postawionych przed takim wyborem (wiara albo partner – bo do tego się to sprowadza) coś traci – zazwyczaj wiarę, uważając odrzucenie ze strony Kościoła za nieludzkie. Moim zdaniem słusznie.

  • kanabla

    Cyrylu, jest dobrowolna praktycznie. serio. a jesli kto w pieklo wierzy, a sumienie nie pozwala odejsc od kosciola, niech niesie swoj seksualny krzyz z godnoscia. ku chwale ojczyzny.

  • Cyryl

    Kanablo, jak najbardziej – można na to spojrzeć z tej strony: takie wymagania mogą służyć usunięciu ze wspólnoty osób które nie są w stanie poświęcić się (i partnera płci dowolnej) w imię wiary. Skoro Kościół przyjął taką linię, to jego prawo.

    Tym niemniej uważam to za kompletnie sprzeczne z wyrażonym w większości pism Nowego Testamentu ideałem chrześcijaństwa miłosiernego i jest powodowaniem cierpienia. Wszak zapisano w ww. pismach, że nie człowiek jest dla prawa, a prawo dla człowieka. Ale to jest po prawdzie temat na długą dyskusję teologiczną (nb. toczoną w wielu religiach mniej dogmatycznych).

  • kanabla

    Cyrylu, jedynym interpretatorem pism jest kongregacja d/s wiary, adres Watykan 1, zaraz za ta duza kolumna. Nie wolno wiernemu ot tak sobie interpretowac pisma.

    (a niewiernemu juz wolno, ale to inna historia)

  • kanabla

    P.S. spowiednik ma sliczne pekaesy

  • Cyryl

    Kanablo, i to jest problem – “gdy umiera Budda, rodzą się szkoły”. Zorganizowana religia bardzo łatwo staje się niehumanitarna, mniej więcej w momencie kiedy prawo przeważy nad zrozumieniem.

    I należy cały czas pamiętać, że – jak zresztą Kobieta Ślimak podkreśliła w komentarzu pod komiksem – sam ksiądz nie mógł zrobić niczego innego – takie jest prawo, zatem problemem nie jest “funkcjonariusz” (bądź “kurier”, bo takie określenie tu padło), tylko ludzka doktryna i pragnienie kontroli nad życiem podopiecznych (dorosłych!).

  • kanabla

    Cyrylu, religie nie musza byc humanitarne. W sumie niewiele z nich jest.
    Prawo czesto nie jest do konca zrozumiale, mozna pokusic sie o stwierdzenie, ze zawsze jest prawie zupelnie niezrozumiale, po czesci sprzeczne i alogiczne. Stad zawod prawnika : )
    Kazda ludzka organizacja w koncu laduje w szufladzie z control freakami. Bo ludzie to zwierzeta stadne, a stado jest grupa hierarchiczna.

    Jak dla mnie – nadal nie ma problemu

  • Robson

    @Kanabla: Przepraszam, to wyraz znużenia prostowaniem nieścisłości i półprawd. Padła zresztą z twojej klawiatury kolejna (Tekst z http://mateusz.pl/duchowosc/gm-kscb.htm jakość do tego nawiązuje, żeby już znowu nie odsyłać do wujka G)

    @Cyryl: a jak prowadzisz auto, to światła i kierunkowskazy też cię kontrolują?

    Tak na marginesie: to moja hipoteza, którą sobie spradzę niespiesznie, ale sam fakt że kościelne dokumenty związane z seksem były poprzedzone “rewolucją seksualną”, popularyzacją antykoncepcji itp. wskazuje, że nie powstały bynajmniej z powodu, że jakiś biskup czy papież się posrkobał w głowę i wymyślił, co by tu nowego zakazać dla pognębienia owieczek, tylko jako odpowiedź na konkretne pytania (padające w konfesjonałach, rozmowach, z sal wykładowych itp.)

  • kanabla

    nie znam George’a Martina – kim jest autor tekstu, ktory przytaczasz?

    odnosnie interpretacji tzw. swietych pism:

    kongregacja nauki wiary (bezposredni spadkobierca inkwizycji – nomen omen swietej) sprawuje piecze (czytaj zarzadza) m.in. nad papieska komisja biblijna

    http://www.vatican.va/roman_curia/congregations/cfaith/pcb_doc_index.htm

    wybrane z glownych zadan wspomnianej pcb:
    – obrona spojnosci wiary katolickiej w kontekscie interpretacji biblii
    – rozstrzyganie kontrowersji pojawiajacych sie w kontekscie nauczania kosciola katolickiego
    – orzekanie w sprawach nauki kosciola katolickiego
    – studiowanie swietych pism i dzielenie sie wynikami badan

    przykladowa publikacja pcb:
    “The Interpretation of the Bible in the Church (April 15, 1993)”

    wisienka na torcie.
    sobor watykanski pierwszy (XIX w.) przyjal tzw. dogmat o nieomylnosci papieza. brzmi groznie, ale spokojnie, nie dotyczy cen mirabelek ani pogody w nastepna sobote. w duzym skrocie – wypowiedzi urzedujacego biskupa rzymu, dotyczace spraw wiary i moralnosci sa wiazace i niepodwazalne pod grozba kary ekskomuniki.

    ni mniej ni wiecej – czy george martin byl urzedujacym biskupem rzymu?

    meh

  • kanabla

    Robsonie. Cyryla swiatla nie kontroluja, ani kontrolowac sie nie staraja. ludzie z natury daza do sprawowania kontroli. roznica jest dosc subtelna, ale postaram sie ja jaskrawie nakreslic.

    – znak informacyjny/ostrzegawczy – nie kontroluje (nie posluchanie zwieksza ryzyko dla niesluchajacego)
    – znak zakazu/nakazu – kontroluje (nie posluchanie jest penalizowane)

    Cyryl z pewnoscia mial na mysli takie nurty w ciele kosciola, ktore usiluja wplywac na aparaty rzadzace panstwami w celu ustanowienia swieckiej penalizacji zakazow i nakazow pochodzacych z ciala kosciola lub z nimi zbieznych.

    To jeden rodzaj kontroli. Kontrolowac mozna rowniez poprzez propagande, manipulacje, indoktrynacje. To bardzo szerokie tematy, jednak zglaszam gotowosc do rozmowy.

  • sierściuch

    Fajny pasek. 🙂
    Czasem współczuję katolikom, za same przejścia z kościołem powinni dostać odpuszczenie win.
    Wiara to wspaniałe doświadczenie, tylko lepiej nie psuć go sobie religią.

  • Szach

    Robsonie tu chodzi o coś innego, o czym Ilona wspominała. Nikt nie neguje tego że kościół ma określoną linie filozoficzną, nazwijmy ją tak dla uproszczenia, ani tego że jej się trzyma. To normalne u wszystkich religii. Mają wspierać wyznawców. Wspierać a nie zarządzać nimi. Tu chodzi o to że w instytucji tej sacrum przeplata się dość mocno z profanum. O to że niektórzy duchowni wypowiadają się z pozycji władzy (płynącej z roli przewodnika) a nie towarzysza tej podróży. Tworzą niemal że sztuczny – idealny – wzór wyznawcy. Tyle że, przynajmniej w wydaniu kościoła w naszym kraju, działa trochę zero-jedynkowo, zwłaszcza w przypadku kwestii które aktualnie pobudzają społeczeństwo. Albo jesteś dobry, albo jesteś zły. Wielu duchownych nie podejmuje nawet próby dialogu i to nie dla tego że nie chce, tylko dla tego że instytucja ta tak działa. Jest hierarchia, jest stanowisko, nie ma miejsca na wahania. Pozycja władzy a nie partnerstwa. Nie wszędzie tak kościół katolicki działa oczywiście, ale rozmowa dotyczy “naszego tu”

  • kanabla

    Szachu, podaj przyklad ludzkiej instytucji, w ktorej sacrum nie przeplata sie mocno z profanum…

  • malwynka

    @ C. pisze
    fak, idę do okulisty
    10x to czytawszy i przeczytawszy “miałam”
    fak

  • Cyryl

    Robson, szczerze mówiąc nie rozumiem rozwinięcia analogii na światła i kierunkowskazy, a o prowadzeniu samochodu było w kontekście różnicy między wiedzą teoretyczną a praktyczną, ale jeżeli chcemy iść tą analogią dalej – tak, kontrolują, kierunkowskazy i światła innych samochodów, bo muszę zwracać na nie uwagę żeby jechać bezpiecznie – tak jak na zachowania innych ludzi. Ale to inna historia.

    Kanablo, wspomniane przez Ciebie nurty są normą w każdym związku wyznaniowym który rośnie do pewnego rozmiaru w którym czuje się pewnie; religia która przestaje być kontrolowana przez państwo lub przez inną podnosi głowę i zaczyna kontrolować. Taka jej natura, zresztą dotyczy to większości organizacji (może z wyjątkiem niektórych humanitarnych) – kontrolują albo są kontrolowane.

    Sierściuch – podoba mi się pojęcie ‘wiary nie psuć religią’, jest nieintuicyjne, ale sensowne.

    Szachu – to jest efekt skali; duża organizacja będzie mniej skierowana na człowieka (bo tych ludzi ma za dużo!), a bardziej na masy – zauważ retorykę ‘owczarni’, tak popularną w Kościele. Owce się strzyże, a opiekuje nimi na tyle, żeby było co strzyc.

  • blugaj

    @Thowena
    “Gdyby Kościół nie brał pod uwagę opinii ludu, to nadal byśmy palili czarownice i niewiernych, true story.”

    i tu się mylisz – gdyby KK nie brał pod uwagę opinii ludu, to by dalej palił czarownice, najeżdżał niewiernych i już przestał istnieć. Konieczność adaptacji nie była podyktowana empatią czy co tam chcesz widzieć ale koniecznością “utrzymania się” na fali. Dlaczego średniowiecze utrzymało się tak długo? KK był wykształconym, ale nie zależało mu na sianiu tylko na utrzymaniu ciemnoty.

    BTW: a jeśli chodzi o palenie czarownic to nomen omen ostatnia znalazła się w Polsce (1811) oczywiście została spalona 🙂 Żeby lepiej umiejscowić to w czasie to wspomnę tylko że był to czas już po rewolucji francuskiej (1789-1799), a u nas jeszcze ciemnogród 😛

  • kanabla

    u nas nadal jest ciemnogrod. przypominam, ze w szkolach wisza krzyze – po rewolucji francuskiej przestaly.

  • blugaj

    a KK ma inny problem – niestety to co można przeczytać w Biblii z zwłaszcza w starym testamencie (bo katolików obowiązuje drugie przymierze czyli ofiara z jezusa) miejscami rozmija się z katechizmem polskiego KK czy też z wytycznymi kongregacji nauki wiary (czy jak się tam zwie).
    To właśnie przekleństwo (bo rozdzwięk) i błogosłąwieństwo (bo interpratacja KK mówi co mamy myśleć), ale w rezultacie sprowadza się do mnożenia szczegółowych reguł które określają kto jest na tyle zajebisty że może się z nimi bawić a kto może iść do innego kebaba, uprawiać inny sport.

    Problem KK (i innych religii) w ogólności wiary, wierzeńi religii powstał kiedy ludzkości przestało wystarczać że zeszli z drzewa i rozwineli jakie takie społeczności. Wiara była i jest potrzebna żeby wytłumaczyć szaremu człowiekowi to co niepojęte – cykl pór roku, życie i śmierć, itd. Z takimi niepodważalnymi dogmatami żyje się łatwiej bo jakiś nadrzędny byt reguluje to co niewytłumaczalne. Oczywiście przychodzi czasem taki jeden z drugim durak który ma za nic prawdy objawione i odkrywa koło, albo że się ziemia wokół słońca kręci i jest okrągła. Niestety wiara, a właściwie jej odmiana praktykowana przez KK przestała służyć pierwotnym celom praktycznie w zaraniach chrześcijaństwa – czy któryś z obecnych chrześcijan widzi w sobie echa tych pierwszych chrześcijan których postacie mniej lub bardziej realistycznie nakreślił Sienkiewicz w Quo Vadis?
    Raczej nie – to było kiedyś, ale prawda jest taka że odeszliśmy od tego to KK zamiast prowadzić wiernych do Pana wykorzystał dany mu rząd dusz do…
    no właśnie do czego? pełni rolę służebną wobec ludzi. Nawet wobec tych zajebistych którzy zostali dopuszczeni że mogą się bawić? Ciężko powiedzieć.
    Nasuwa mi się tutaj taka sytuacja:

    “Facet w parku wlazł na ławke i wydziera się na cale gardło:
    – Przecz z hipokryzją! Przecz z korupcją! Precz z pedifilią!
    Na to jakiś przechodzień się odwraca:
    – Panie, daj pan spokój. Coś się Pan tak tych księży uczepił.”

    Celne i niestety zarazem prawdziwe bo ryba od głowy już się zepsuła. Bardzo proszę nie zrozumcie mnie źle – wydaje mi się że jestem katolikiem (jak większość Polaków), nie praktykuję jak wielu jeśli nie większość Polaków, dzieci ochrzciłem (bo będzie im się żyło lepiej w takim “tolerancyjnym” kraju jak Polska). Osobiście uważam że kanony chrześcijaństwa to dobre zasady – wyobraźcie sobie że ludzie zachowywaliby się według zasad dekalogu. Przynajmniej chrześcijanie (a katolicy to tylko niecała połowa 🙂 tutaj).
    Świat byłby o wiele lepszy miejscem.
    Niestety KK skutecznie zniechęca do chrześcijaństwa.

    Jeśli chodzi o moje poczucie że nie nie jestem katolikiem to dlatego że o ile się nie mylę za popieranie in vitro zostało przez polski KK nałożona zaoczna ekskomunika. Poprawcie mnie jeśli się mylę.

  • kanabla

    sienkiewicz to mitoman i nie nalezy go tutaj z trumny wywlekac. w rzymie religia byla sportem elitarnym, tak jak dzis golf czy platynowa karta business centre club. chrzescijanie postanowili podbic nisze rynkowa i skierowali oferte ku biedocie. poza tym mieli zajebisty PR – ich bog byl biedakiem, zostal zatluczony przez rzadowych siepaczy oraz ofiarowal kazdemu cos, co do tej pory dostepne bylo jedynie cesarzowi – miejsce w odpowiedniku gory olimp.

    triple score

    re: dekalog a lepsze miejsce. dekalog nie jest obiektywnie pozytywny. dlatego, ze promuje monoteistyczna hierarchicznosc (pierwsze), wprowadza zabobonny mistycyzm (drugie), dewocje (trzecie), feudalizm (czwarte), sprowadza ludzka seksualnosc do wystepku (szoste), wreszcie narzuca monogamie, co sluzy utrzymywaniu swojej trzody w sprzecznosci z jej natura, generowaniu poczucia winy i potrzeby kontaktu z religijnoscia w celu uzyskania ekspiacji (dziewiate)

    no to po mojemu dekalog jest niefajny w stosunku 6:4

    swiat nie staje sie lepszy poprzez zbiory zasad starotestamentowych – zgodze sie natomiast ze nowy testament moznaby rozwazac jako zlota maksyme do nasladowania. byle dobrowolnie.

  • maawaa

    …dzięki tym “wytycznym” nie mogę ochrzcić dziecka… Jestem po ślubie cywilnym… grrr…

  • kanabla

    wyluzuj – bedzie chcialo, ochrzci sie samo za parenascie lat

  • Sasskhaya

    Robson – “żeby dążyli do świętości”… No żeby tak się wyrzec tych wszystkich elementarnych rzeczy, o których pisałam wcześniej w imię idei to wiesz jakim trzeba być? Kurde elitarnie zajebistym trzeba być 😉

    maawaa – ja tam uważam, że nie powinno się chrzcić niemowląt, przez to, że mnie chrzcili i potem na siłę prowadzali do kościoła wszystkie moje sakramenty są nieważne, bo były bez mojej wiary. Nie powinno się czegoś takiego fundować dziecku.

  • Robson

    @Sasskhaya:
    Aż tak nie; wystarczy czytać ze zrozumieniem.