cos
Reklama

Na bloga liczniki
20
Nov
33

 

 

hell

[wpis ten zawiera niecenzuralne słowa, słowotwórstwo, marudzenie i wywody gejopochodne]

Teraz, gdy mam rozgrzebanych wiele projektów i wiele obowiązków na głowie, Wena raz jeszcze okazuje mi swą kurwią naturę. Dostarczając mi wizje. Liczne. Na temat opowieści, która pewnie by nie była tak komercyjna jak inne projekty, którym powinnam poświęcić czas.

I która jest dla mnie bardzo trudna i chyba jednak zbyt ambitna.

I która jest gejromansem. God why.

Konkretnie miałaby to być opowieść z Remim i Josephem z Barw Biedy, dramatic past, te klimaty. Chętnie bym to odłożyła na bliżej nieokreślone czasowo “może kiedyś”, ale nie wychodzi.

Historie mają swoją wolę, wiecie? Bohaterowie czasami też. Czasem dają się tak łatwo prowadzić, mają charakter uległy, współpracują, uznają twoje prawo do odpoczynku i do życia w ogóle. A czasem trafi się takie wymagające, złośliwe bydlę, które siedzi ci w głowie i kopie wprost w osobowość. A kopnięcia te podszyte są fochem i nieznoszeniem sprzeciwu.

Ta opowieść molestuje mnie już blisko miesiąc. W międzyczasie towarzyszyła jej taka przygoda, że stałam sobie w kolejce po mięso w Auchan, we łbie mi się ten gejromans dzieje, nagle paczę! a tam w kolejce przede mną posłanka Grodzka. Była niewątpliwie omenem, lecz czego? Co kosmos chciał mi przekazać…?

I siedzę. Siedzę i widzę, że timeline opowieści to jakieś 40 lat czasu jej dziania się. Najlepiej to pisać w ogóle w tonie wydarzenie->10 lat później znowu wydarzenie, ->3 dni później wydarzenie -> 5 lat później wydarzenie… No ma to sens. Nie bardzo. Zdesperowana piję więc eliksir kreatywności

sobieski

i nagle rozumiem – timeline ma być krótki! A przeszłe wydarzenia rozwiążą przecież wspomnienia i flaszbaki, tak! …

…A potem trzeźwieję i widzę, że to nie jest dobry pomysł.

Jedynym rozwiązaniem jest tu więcej eliksiru kreatywności. Mnóstwo eliksiru…

Siedzę i wkminiam się w dylemat miłosny w tej opowieści. Jestem przy tym wkminiona tak bardzo, iż dylemat miłosny bohatera staje się w istocie moim osobistym dylematem miłosnym, i tak siedzę rozdarta niczym sosna, niczym szaty Kordiana. I cierpię cierpieniem postaci fikcyjnej.

W końcu dostrzegam, że przecież ja nie umiem poprowadzić tych postaci. Nie umiem poprowadzić postaci Remiego tak, by nie wyszedł na przytulaśną pizdę, ani postaci Josepha nie umiem poprowadzić tak, żeby wyszedł na przytulaśną pizdę, ale jednak z charakterem. Ostatecznie wszystko jest za bardzo kopciuszkowate, dziewczyńskie = złe, bo broni się co najwyżej jako yaoi i to taki mocno średni. A mnie jako storytellera to nie zaspakaja i nie cieszy.

Nie mogę się nawet zdecydować na narrację. Pierwszoosobowa? To mi położy jakiśtam temat, bo o tym temacie mógłby wiedzieć tylko wszystkowiedzący narrator. To może by tak wszystkowiedzący narrator? Nie, to nie pasuje do jakiejśtam sceny.

No dobry jeżu, co za bydlę.

Na bieżąco zwierzam się z pomysłów mojej gruzmentorce. A kiedy mówię jej o Remim, a ona podsumowuje mój wywód słowami “o ja pierdolę, co za skurwysyn”, to rozumiem, że ten wątek jest dobry. Kocham moją mentorkę, ale ona nie może teraz wiele pomóc. Umarła jej rybka, którą kupiła wraz ze swym mężczyzną na początku związku. Ta rybka to był samiec bojownika. Kiedy wyciągała go z akwarium to samiczka bojownika atakowała jej rękę, jakby chcąc bronić samca. Still better love story than Marcin / Twilight / ten mój gejromans.

Boże, dżemu.

Ostatecznie napiszę to pewnie i pogrzebię w jakiejś szufladzie fur ever. Ta historia, gdy będzie już spisana, powinna odpuścić. Przynajmniej na taką mi wygląda. Ale może kłamać w tej kwestii. W końcu to złośliwe bydlę jest.

Ale z drugiej strony może by tak jakieś podanie do UE na dofinansowanie na wydanie tego komiksu (bo to by pewnie był komiks) (boję się spytać Kicię, czy ona by w ogóle była chętna to ilustrować, strach i przerażenie oh God why) za agresywne promowanie homoseksualizmu? W końcu pisać o gejach inaczej niż jednoznacznie źle to zawsze jest oczywiste agresywne promowanie 😀 (A w sumie jakiś ewentualny tom drugi można podstępnie zakończyć śmiercią na AIDS jednego z nich i nawróceniem drugiego, PLOT TWIST! to i środowiska katolickie poprą… że morał, że sprawiedliwość Boża ;P)

Mózg taki zmolestowany. Ilona taka zmolestowana. I nikt nie rozumie, że ciężko mieć w głowie takie złośliwe coś, że tu jest SERIOUS BUSINESS.

Idę pić eliksir kreatywności i płakać dalej w poduszkę.

– Ślimag