cos
Reklama

Na bloga liczniki
22
Oct
0

Trochę komiksów i tekst Adriana przedstawiający jego głęboką rozkminę nad kondycją demokratyczną.

wybory

glosowanie

Dziś były wybory samorządowe, a ja nie byłem gotowy.

Znaczy ok, do rady miasta miałem na oku kandydata. Znałem go nawet osobiście w gimnazjum, ale uznałem, że to za mało. Zacząłem więc czytać jego program (nie podszedł mi, no może poza rozszerzeniem Budżetu Obywatelskiego) i żeby było odpowiedzialnej programy innych komitetów. Zapłakałem nad straconym czasem oraz brakiem konkretów. Na szczęście wiedziałem, że mój kandydat organizował jakieś fajne aktywności dla dzieciaków i oddał jakieś szalone ilości krwi potrzebującym, więc uznałem, że na tle konkurencji to świetny wybór.

Z burmistrzem było łatwiej. Po prostu ten drugi niż ten co jest teraz. Aktualnie rządzący bowiem nie wzbudzał mojej sympatii. Szczególnie, że nie mogę mu zapomnieć, iż, mimo obietnic, pewien ważny dla mnie kawałek drogi powstawał w tempie, który zawstydziłby budowniczych piramidy Cheopsa.

No, ale co dalej? Na stronie komisji wyborczej imię, nazwisko, wiek i miejsce zamieszkania plus treść oświadczenia lustracyjnego (w moim wypadku u wszystkich kandydatów pusta, nie podpięli czy jak?). Z tych danych mojego wybrańca narodu nie wywróżę.

Czując przypływ obywatelskiej odpowiedzialności grzebię w internecie z dwie godziny i okazuje się, że moje szansę na jakieś merytoryczne informacje są mniejsze niż Polski w 39 by obronić się przez III Rzeszą i ZSSR jednocześnie. Od biedy znajdą się jakieś pełne gładkich słówek programy komitetów, ale często ani słowa o kandydatach. Próbuję ich wyszukać po personaliach i miejscu zamieszkania po Facebookach, NK i innych portalach, ale idzie licho.

W końcu odnajdują 100 like’ów z groszami jakieś komisyjki i jest! Zdjęcia kandydatów z kilkoma zdaniami opisu. Chwalmy Pana! Jako, że robiłem to będąc w gościnie u rodziców moimi poszukiwaniami zainteresowała się mama i ze mną przegląda niezbyt dobrze zrobione zdjęcia. Jednak poznała jedną z kandydatek, która okazała się dawną rehabilitantką mojego brata. Cóż, w oceanie padaki stawiam na nią. Skoro uzdrowiła mojego brata może uzdrowi też mój powiat.

Na koniec najcięższy zawodnik – sejmik wojewódzki. Tu kandydatów mnóstwo, a informacji jakby mniej (albo po prostu mam pecha). W przypływie desperacji odnajduję profil (wydaje się, że prywatny) na Facebooku jednego z kandydatów. O. Jego ulubioną grą jest Total War: Shogun 2. No cóż widać tyle informacji musi mi wystarczyć, a to spoko gra więc niech będzie on.

W trakcie rodzinnego obiadu jestem podłamany, że co ja kurde za maniane odwaliłem? Dorosły człowiek, wykształcenie wyższe, a tak współdecyduje o losie narodu. W 2014 bardziej się do tego przyłożyłem.

W TV w tle leci info, że do 12 oddało głos jakieś 12-15 uprawnionych do głosowania, więc stawiam, że pewnie znowu frekwencja będzie koło 40%, więc trochę jakbym oddał po dwa nieprzemyślane głosy.

No przynajmniej mama zrobiła dobre żeberka i opiekane ziemniaki, więc wcinam je zagłuszając sumienie, a wtedy wpada na obiad spóźniony brat. Gdzieś pod jego koniec przy herbatce rozmawia on sobie z naszym tatą o wyborach i idzie to jakoś tak „No i poszedłem na te wybory, ale totalnie nie wiedziałem na kogo głosować i nagle patrzę, a gość ma nazwisko Pączek*, ha ha, śmieszne, PĄCZEK! No i jeszcze miał imię jak ja, więc totalnie głos na niego”. Widzę w oczach ojca dumę, że brat spełnił obywatelski obowiązek.

Kurtyna.

*nazwisko zmieniłem, bo totalnie nie pamiętam jakie on tam podał