
Z okazji dnia dziecka taka refleksja oparta na dowodach absolutnie anegdotycznych: oglądam sobie czasem różne amerykańskie jutuby typu “gen alpha nie umie czytać”, w ogóle nic nie umie poza scrolowaniem tabletu. Ktoś dał jakiś przykład, że dziecko w szkole chciało wyjść z klasy, ale w drzwiach leżał czyjś plecak, więc okazało się, że obejść go, przeskoczyć czy przesunąć jest absolutnie niemożliwe, trzeba siąść i płakać nad uwięzieniem. Albo, że dzieci mają na tablicy jakieś proste zdanie typu “kwiaty są w wazonie” i nawet są w stanie je przepisać, ale kiedy nauczyciel pyta “gdzie są kwiaty”, to dzieci w odpowiedzi mają tylko puste spojrzenie.
Tymczasem jak zdarza mi się trafić w Polsce na jakieś matki z bombelkami, to zupełnie inny świat. Obserwuję jakąś niesamowitą kultywację inteligencji emocjonalnej i strategicznego myślenia. Moim ulubionym przykładem tu była matka, która grała z małym bombelkiem w kawiarni w planszówkę i jakie ona rzucała teksty, to myślałam, że fiknę. Były w tonie “widzisz, synu, bo ty teraz masz entuzjazm, że wygrywasz, ale w takim stanie możesz popełnić błąd. Dlatego póki nie wygrasz musisz panować nad swoimi emocjami i myśleć strategicznie, dopiero kiedy wygrasz jest miejsce na entuzjazm i radość”, no całe kurde bushido i sztukę wojny mu sprzedawała nad planszówką “pełen kurnik”.
Czy ja tak trafiam, czy Wasze obserwacje są podobne?
Tak czy inaczej podsumowując mój wywód, z okazji dnia dziecka wszystkiego najlepszego dla Waszych wewnętrznych dzieci i dla zewnętrznych też, jeśli jakieś macie.